fbpx
TET Polska: motocyklowy adventure w centrum Europy (również dla mniej doświadczonych)

TET Polska: motocyklowy adventure w centrum Europy (również dla mniej doświadczonych)

TET Polska: motocyklowy adventure w centrum Europy (również dla mniej doświadczonych)

W te wakacje ekipa MotoBirds przejechała całą długość TET Polska. Byliśmy ciekawi co w trawie piszczy, mieliśmy kilka wolnych tygodni i brzmiało to jak miłe wyzwanie. Ruszyliśmy więc na naszą lokalną przygodę motocyklową! Wystartowaliśmy pełni entuzjazmu i determinacji. Spakowaliśmy cały ekwipunek kempingowy, narzędzia, przygotowaliśmy się jak do wyprawy na koniec świata i wyruszyliśmy.
Z Warszawy najpierw pojechaliśmy na wschód, trasą, którą sami zaprojektowaliśmy. Połączyliśmy się ze szlakiem TET w Mielniku. Stamtąd podążyliśmy TET’em w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara.

Jakich narzędzi nawigacyjnych używaliśmy?

 

Pierwszy odcinek trasy przygotowaliśmy za a pomocą Gaia i Basecamp (załadowana mapa OpenStreetMaps). Poza jednym odcinkiem, który skończył się przysłowiowym odwrotem, trasa była niemalże idealna.

 

Na trasie TET używaliśmy do nawigacji Garmina GPS i aplikację Gaia. Pamiętaj, że standardowe mapy GPS Garmin nie będą zbyt pomocne, chyba że masz mapy topo.  Więc lepiej załadować od razu OpenStreetMaps

TET Polska

Na marginesie: ostatnio wystąpiły pewne problemy z pobieraniem OpenStreetMaps z jednej z najpopularniejszych witryn: http://garmin.openstreetmap.nl

Jeśli potrzebujesz pomocy w znalezieniu odpowiedniej mapy, daj nam znać, pokierujemy Cię.

 

 

Czego się dowiesz z naszej relacji

 
To, czego na pewno nie zamierzamy tutaj robić, to opisywać trasy i naszej podróży kilometr po kilometrze. Istnie już mnóstwo blogów opisujących TET.  

 

W tym artykule damy ci raczej przegląd tego, czego się spodziewać po tej trasie oraz naszą opinię na temat podróży po polskim TET. Jeśli po lekturze będziesz mieć bardziej szczegółowe pytania, skontaktuj się z nami, a chętnie na nie odpowiemy.

 

Czy można polski TET przejechać na dużym motocyklu?

 

Polski TET ma kilka bardziej piaszczystych odcinków. Po dużych opadach, część trasy może z kolei być bardzo błotnista. Mokra trawa podwyższa dodatkowo stopień trudności. Czasami, trudno jest nawet po czymś takim chodzić… jednym słowem polski TET potrafi być wyzwaniem.

TET Polska KTM 690

Konkluzja – z odpowiednimi oponami i doświadczeniem w jeździe terenowej, można jak najbardziej pokonać polski TET na dużym motocyklu. My jeździliśmy po tej trasie na BMW 1200 GS, KTM 690 Enduro i KTM 790.

Polski TET motocyklem adventure

Ile czasu potrzebujesz na pokonanie całej trasy?

 

To całkowicie zależy od ciebie: znamy śmiałków którzy zamknęli cały krąg polskiego TET w ciągu 7 dni. Realistycznie rzecz biorąc, uważamy, że około 12 – 14 dni to dobry czas na pokonanie bez zbytecznego pośpiechu całej pętli. Daje to wystarczająco dużo czasu, aby cieszyć się scenerią, odwiedzić ciekawe miejsca po drodze, odpocząć od czasu do czasu – i nie kończyć każdego dnia z poważnie obolałym tyłkiem.

Naszym zdaniem podróż jest najciekawsza kiedy wiąże się z odkrywaniem danego regionu, a jazda motocyklem daje dodatkowe możliwości. Pędzenie w chmurze kurzu nie pozwoli Ci tego osiągnąć. Potrzeba czasu w siodle i poza nim, aby zobaczyć wszystko jak należy i zebrać doświadczenia. Polska jest naprawdę pięknym krajem i ma wiele do zaoferowania, a poszczególne regiony różnią się znacząco od siebie. Jesteśmy przekonani, że szkoda by było się przez nią “ścigać”.

I jeszcze jedno… Polska to duży kraj: polski TET to przejażdżka na dobre 3000 km 😉

 

 

Jaka część trasy to drogi nieutwardzone i szutrowe?

 

Szacujemy, że 60 % polskiego TET to drogi nieutwardzone i szutrowe. Pozostała część to lokalne drogi asfaltowe prowadzące przez wioski. W porównaniu z wieloma krajami Europy Zachodniej, gdzie wszystkie drogi są utwardzone lub nieutwardzone odcinki są zamknięte dla ruchu zmotoryzowanego, Polska jest rajem dróg gruntowych!

TET Polska

Czy można legalnie biwakować?

 

Na szczęście biwakowanie w Polsce jest legalne. Ale wcale nie trzeba pokonywać trasy TET nastawiając się jedynie na noclegi pod namiotem. Dla tych, którzy to lubią, znajdzie się mnóstwo pięknych lokalizacji po drodze. Ale jeśli ktoś nie chce biwakować, spokojnie może przejechać polskie TET śpiąc codziennie pod dachem, w klimatycznych pensjonatach lub hotelach. Pachnące białe łóżko, po dniu walki w błocie nie jest wcale takie złe … 😉

Pobyt w pensjonatach i hotelach raz na jakiś czas daje też możliwość zobaczenia miasteczek i wsi, których inaczej nigdy byśmy nie zobaczyli.

Jeśli zamierzasz biwakować, nie zapomnij wziąć ze sobą środka odstraszającego przeciw komarom, w niektórych miejscach, szczególnie blisko wody jest ich naprawdę dużo!!!

 

 

Czy warto wybrać się w tę podróż?

 

Polski TET został przygotowany dzięki wysiłkowi i poświęceniu kilku osób, które wykonały kawał świetnej roboty. Czapki z głów! Przejazd polskim TET’em to na pewno wielka przygoda i jak się okazuje wcale nie trzeba jechać do egzotycznych krajów, żeby przeżyć prawdziwy adventure.

Naszym zdaniem niektóre części TET zapewniają ciekawsze wrażenia z jazdy niż inne, zwłaszcza w terenie. Na przykład niektóre części Południa są gęściej zaludnione, z większym przemysłem. Gdybyśmy musieli to zrobić ponownie, prawdopodobnie pominęlibyśmy niektóre z tych obszarów. Ale to tylko nasza opinia, oparta na naszych oczekiwaniach. Wrażenia, to zawsze jest kwestia bardzo indywidualna. Jedni wolą góry, inni morze. Jedni las, inni łąki i pola. Fajne jest to, że na polskim TET znajdziesz stosunkowo zróżnicowane tereny.

Biorąc to pod uwagę, jeśli chcesz zainwestować trochę swojego czasu, całkowicie możliwe jest wykorzystanie TET jako bazy – tak jak my to zrobiliśmy. Następnie trasę można dostosować do tego, co odpowiada Twoim oczekiwaniom. Polska oferuje niezliczone możliwości jazdy zarówno na szosie, jak i w terenie. W wielu miejscach możliwe jest dostosowanie trasy do swoich umiejętności, potrzeb i do terenu, na którym Ci zależy, bez łamania prawa.

My nie zawsze podążaliśmy idealnie trasą TET. Po dużych burzach, kiedy było naprawdę błotniście robiliśmy sobie objazdy. Innym razem wybraliśmy kilka własnych szlaków, aby mieć więcej nieutwardzonych dróg na trasie. Zrobiliśmy również kilka objazdów, aby dostać się do tych idealnych miejsc kempingowych, na których nam zależało, a które leżały poza główną nitką TET.

 

To, co nam się najbardziej podobało

 

My kochamy dzikie campingi i nocowanie pod tysiącem gwiazd. Często udawało nam się biwakować nad brzegami jezior. Przy odrobinie planowania można znaleźć miejsca idealne, jak z bajki. W chwilach, gdy byliśmy zmęczeni, bez kłopotu udawało nam się znaleźć klimatyczne pensjonaty. Każdy miał w sobie “to coś”. Offroadowa, ale niezbyt trudna jazda, piękne widoki i ciągle dzika natura – to na pewno znajdziecie na polskim TET.

Wschodnia czesc TET Polska

 

 

Jak dostać się do Polski?

 

Ci, którzy nie mieszkają w Polsce, a chcą zmierzyć się z polskim TET mogą oczywiście dojechać do Polski na kołach. Jeśli jednak nie odpowiada Ci ta opcja, MotoBirds bez problemu przetransportuje Twój motocykl do Polski z każdego miejsca w Europie. Ty tylko będziesz musiał dolecieć.

 

Czy wycieczka po polskim TET jest droga?

 

Głównie zależy to od rodzaju noclegów jaki wybierzesz. Jeśli będzie to głównie biwakowanie na dziko, to takie wakacje naprawdę niewiele kosztują. Głównym wydatkiem będzie koszt paliwa. Noclegi w agroturystykach i pensjonatach, zwłaszcza z dala od dużych miast, też można znaleźć w bardzo atrakcyjnych cenach.

 

Konkluzja…

 

Przejazd po polskim TET daje motocyklistom wspaniałą okazję do odkrycia Polski: różnorodność krajobrazów i regionów jest szczególnie uderzająca. Niektórzy Europejczycy mogą myśleć, i wiemy że tak się zdarza, że Polska jest w zasadzie dużym, płaskim, nudnym krajem. Każdy, kto miał okazję tu jeździć, będzie wiedział, że to stwierdzenie jest dalekie od rzeczywistości!

Polski TET trasa
Podróż polskim TET daje także możliwość dotknięcia historii, która uczyniła Polskę tym, czym jest dzisiaj.
 
To oczywiście wycieczka przez piękne krajobrazy, ale także do pewnego stopnia doświadczenie podróży w czasie. Popioły poprzednich imperiów są rozrzucone po całej Polsce, jako milczący świadkowie historii: sowieckie silosy nuklearne, ruiny zamków z 11 wieku, nazistowskie bunkry, pozostałości linii Mołotowa, dawne osady, stuletnie brukowane drogi, tatarskie meczety, cerkwie, drewniane domy nietknięte przez czas… to wszystko jest dostępne podczas jednej pięknej motocyklowej przygody.

Najlepsze trasy motocyklowe Chile, część 2 – Północ

Najlepsze trasy motocyklowe Chile, część 2 – Północ

Najlepsze trasy motocyklowe Chile, część 2 – Północ

Oto kolejna odsłona najlepszych tras motocyklowych w Chile. Pisaliśmy już o zielonym Południu i Słynnej Ruta 7 – Carretera Austral, dziś zabierzemy Cię w księżycowe krajobrazy północy Chile. Niektóre z zaproponowanych w tym artykule tras możesz znać, inne mamy nadzieję będą dla Ciebie nowością. Zapraszamy w Andy i na altiplano!

Motocyklem na księżyc…

Dziś zabierzemy Cię w jeden z naszych ulubionych regionów na wyprawy motocyklowe – północne Chile. Naszą “wycieczkę” zaczniemy w Santiago de Chile, w pełni cywilizacji i dojedziemy do ostatniego miasteczka na północy kraju  – Arica. To jest trasa dla lubiących wyzwania, przygody i niewygody, i tych, którzy potrafią być samowystarczalni. W taką podróż lepiej nie wybierać się solo, ale wiemy, że wielu wytrawnych jeźdźców lubi właśnie ten sposób podróżowania. Ważne, żeby mieć świadomość, że w razie problemów w wielu miejscach będziesz zdany tylko na siebie.

Trasy motocyklowe w polnocnym Chile

 

Na czym najlepiej?

 

Nie jest to raczej trasa na duże motocykle typu BMW GS 1200. Ale jak to zwykle bywa – wszystko zależy od umiejętności kierowcy. Znamy osoby, które przejechały ten szlak na dużym BMW, a następnie na KTM 690 i dość jednoznacznie potwierdziły, że mniejszy sprzęt był lepszym wyborem. Jeżeli jednak jesteś wytrawnym jeźdźcem, dobrze sobie radzisz na luźnych nawierzchniach i w piachu, przejedziesz tę trasę nawet na dużym motocyklu. Pamiętaj tylko o odpowiednich oponach!

Nam najlepiej na tej trasie sprawdziły się motocykle gabarytów KTM 690 Enduro, Husquarna 710, DR 650.  

Musisz też być w stanie samodzielnie załatać / zmienić dętkę w razie potrzeby oraz naprawić podstawowe usterki, jeśli pojawią się po drodze. Tutaj, w wielu miejscach po prostu nie będzie dostępnych mechaników i warsztatów. 

Jeśli chodzi o bagaż – to my jeździmy z miękkimi sakwami lub rogalami. Kufry na tej trasie nie sprawdzą się. Jeśli zastanawiasz się jaki rodzaj bagażu wybrać, przeczytaj nasz test, w którym opisujemy nasze wrażenia z testu miękkich sakw motocyklowych Givi Canyon GRT709 35L vs. Mosko Moto Backcountry 35L.

 

 

Podstawowe informacje

Paliwo:

Potrzebujesz autonomii na co najmniej 650km. Jeśli Twój motocykl jej nie zapewnia, na niektórych odcinkach trasy będziesz musiał wieźć ze sobą dodatkowe paliwo. Jeśli szukasz lekkiego, elastycznego rozwiązania, sprawdzonym pomysłem jest “bukłak na paliwo” Giant Loop Fuel. To drogie, ale wytrzymałe i sprawdzone rozwiązanie. Jeśli nie “miękki bukłak”, możesz się zaopatrzyć w kanister typu Rotopax. Pamiętaj, że będziesz jechał po bardzo wyboistym terenie, więc ważne jest, aby bezpiecznie i dobrze zamocować na motocyklu dodatkowe paliwo.

Wyprawa motocyklowa do Chile

Woda:

Zawsze miej ze sobą zapas wody pitnej na cały dzień. To niezwykle suche rejony i w wielu miejscach nie znajdziesz bieżącej wody. My jeździmy z rozwiązaniem typu “camelback” na plecach i dodatkowo przytraczamy do bagażu miękki bukłak na wodę. Zawsze mamy ze sobą minimum 4 litry wody na osobę. 

 

Żywność:

W każdej miejscowości, które będziesz mijać na trasie dostępna jest podstawowa żywność. Jednak czasem żadnych wiosek po prostu nie będzie. I to przez wiele godzin, albo nawet cały dzień. Ważne jest więc, żeby mieć ze sobą minimalny zapas jedzenia na co najmniej 24 godziny.

Narzędzia i części zapasowe:

Musisz mieć ze sobą podstawowe narzędzia do Twojego rodzaju motocykla oraz części zapasowe. Nie kupisz ich po drodze. My zawsze zabieramy co najmniej dźwignię sprzęgła, hamulca, klocki hamulcowe, zapasowy olej, smar, bezpieczniki itp. Stałym elementem wyposażenia “narzędziówki” jest też specjalna stopka, która zastępuje centralkę. W wielu przypadkach z niej korzystaliśmy i bardzo ułatwiła nam życie. Zajmuje niedużo miejsca, a bardzo się przydaje w razie problemów. Wiemy, że to rozwiązanie jest trudno dostępne na rynku (robią je tylko 2 firmy i to obydwie spoza UE). Dlatego zdecydowaliśmy się zrobić naszą własną wersję.

Jeśli jesteś zainteresowany takim rozwiązaniem – daj nam znać! Możemy Cię w nie zaopatrzyć.

centralna stopka motocyklowa

Serwis:

Na tej trasie musisz liczyć przede wszystkim na siebie. Tylko w niektórych miejscach po drodze znajdziesz warsztaty i mechaników. Twój motocykl musi być na pewno perfekcyjnie przygotowany do podróży i musisz go znać od strony technicznej. Części zapasowe, które najczęściej zawodzą w Twoim modelu motocykla, musisz mieć ze sobą. Inaczej można gdzieś utknąć na dobrych kilka tygodni…

 

Opony i dętki:

Nam na tej trasie sprawdziły się opony typu Michelin Desert Race lub Anakee Wild. Wiemy, że każdy ma swój ulubiony zestaw. Nie będziemy więc nic sugerować. Muszą to być na pewno opony terenowe, które “nie znikają w oczach”.

 

Dętki zapasowe musisz mieć ze sobą. No chyba, że ich nie używasz. Jeśli jeździsz na zestawie z dętkami najskuteczniejszym rozwiązaniem będzie dętka ultra heavy duty (4 mm).

 

Zakwaterowanie:

Na tej trasie na pewno będziesz musiał używać namiotu. W niektórych miasteczkach będzie opcja zatrzymania się w pensjonacie i hotelu. Śpiwór – raczej z tych ciepłych, z temperaturą komfortową już przy -5. Pamiętaj, że będziesz wysoko w górach.

 

Pieniądze:

Weź ze sobą zapas gotówki. Po drodze nie będzie wielu bankomatów, a możliwość płatności kartą będzie raczej ograniczona. Na większości stacji można płacić kartami, ale już w sklepach i restauracjach niekoniecznie.

 

Ceny:

Chile nie jest najtańszym miejscem.  Bądź przygotowany na europejskie ceny.

 

Trasa:

Jest to trasa dla doświadczonych motocyklistów. Musisz się czuć komfortowo w jeździe offroadowej oraz mieć wystarczającą kondycję i wytrzymałość na motocyklu, aby wytrzymać w terenie kilka dni z rzędu, na dużych wysokościach i w ekstremalnych warunkach pogodowych. Prawdopodobnie zdarzy Ci się wywrotka, więc musisz być w stanie podnieść swój motocykl (jeśli jedziesz sam). Jeśli potrzebujesz treningu przed wyprawą – daj nam znać. Współpracujemy z kilkoma szkołami i możemy Ci taki trening zorganizować.

 

To też jest długa krasa. Chile to ogromny kraj. Będziesz miał do pokonania kilka tysięcy kilometrów. Planuj regularnie odpoczynki. Inaczej zmęczenie narasta i łatwo o wypadek. A tego, w tym rejonie na pewno nie chcesz doświadczyć!

 

Nawigacja:

Musisz swobodnie posługiwać się gpsem. Drogi nie będą oczywiste albo nie będzie ich wcale. To nie czas na naukę obsługi Twojej nawigacji. Techniczną stronę musisz mieć “w małym palcu”. Jakiego rodzaju nawigację weźmiesz ze sobą – zależy tylko od Ciebie. Pamiętaj też o załadowaniu do urządzenia dobrych, szczegółowych map. My korzystamy z Open Street Maps. Niezależnie od nawigacji robimy też backupy i mamy aplikację do nawigowania w telefonach. 

Motocyklem przez Chile

Buty motocyklowe:

Będziesz miał do przejechania wiele kilometrów w terenie. Różnorodnym terenie. Zdecydowanie sugerujemy twarde, wysokie buty typu enduro. 

 

Pogoda:

Pogoda, jak to w górach, będzie zmienna. Momentami może być upalnie, a niedługo potem może spaść śnieg. Musisz być przygotowany na każde warunki pogodowe i nagłe zmiany pogody, w tym na deszcz, grad, śnieg i piekące słońce.

 

Telefony:  

Sieć komórkowa działa dobrze wzdłuż większości wybrzeża i przy większych miastach. W Andach, z dala od cywilizacji najczęściej nie ma zasięgu. 

 

Wysokości:

Znaczna część trasy będzie położona na wysokościach 3500 m n.p.m. lub większych. Zaplanuj czas na aklimatyzację. Najczęściej potrzebujesz mniej więcej jednego dnia aklimatyzacji na 1000 m.  

 

Jak mogę wysłać motocykl do Chile?

MotoBirds organizuje regularne wysyłki motocykli do Chile. To nasza główna baza na kontynencie południowoamerykańskim. W momencie kiedy piszemy ten artykuł granice Chile są nadal zamknięte, ale liczymy że restrykcje zostaną poluzowane i jeszcze w tym roku (pod koniec 2021) zrealizujemy nasze pierwsze transporty motocykli. Kalendarz planowanych transportów znajdziesz na naszej stronie www. Będzie on dostosowywany do aktualnie istniejących możliwości transportowych. O tym jak pakujemy i jak dbamy o Twój motocykl podczas transportu możesz przeczytać w zakładce dotyczącej naszych regularnych transportów. Nagraliśmy także LIVE z rozpakowywania jednego z kontenerów, gdzie opowiadamy i pokazujemy cały proces pakowania motocykli.

 

Czas potrzebny na transport i wycieczkę:

Wysyłka motocykla z Europy do Chile trwa około 6 tygodni.
Potrzebujesz minimum trzech tygodni na pokonanie całej trasy, którą dzielimy się z Tobą w tym artykule.

 

Co po zakończeniu podróży w Arice?

  1. Możesz wrócić do naszej głównej bazy w San Antonio (główny port obsługujący Santiago de Chile) na motocyklu, trasą np. wzdłuż wybrzeża Pacyfiku.
  2. Możemy przetransportować Twój motocykl z powrotem z Arica do San Antonio.

 

Czy można wypożyczyć motocykl w Chile?

Tak, jest to możliwe, ale ceny wynajmu w Chile są wysokie. A wzięcie wypożyczonego motocykla na tę trasę wiąże się z dużym ryzykiem uszkodzenia go. Naszym zdaniem lepiej wyruszyć w tę podróż na własnym motocyklu.

 

Masz pytania?

Napisz lub zadzwoń do nas, chętnie odpowiemy na wszelkie pytania.

Wyprawa motocyklowa Polnocne Chile

 

 

Przygoda przygoda, każdej chwili szkoda!

 

Twoja przygoda motocyklowa rozpoczyna się w San Antonio. W tym porcie znajduje się nasz główny magazyn, do którego transportujemy motocykle z Europy i innych części świata. Z San Antonio pojedziesz się na północ, w stronę  San Pedro de Atacama, oddalonego o około 2300 km.

Możesz się tam dostać kilkoma trasami, mniej lub bardziej cywilizowanymi. Wybierz tę, która Ci najbardziej odpowiada, aby się zaaklimatyzować i przyzwyczaić do jazdy po Chile. 

Wyprawa motocyklowa polnocne Chile

Pierwszą opcją jest podróż wzdłuż tzw. Panamericany (Droga nr  5). Jest to dobrze znana trasa wśród motocyklistów. W całości asfaltowa. Ze stosunkowo dużym ruchem i blisko cywilizacji. Na niektórych odcinkach widoki są przepiękne. NIe jest to jednak nasza ulubiona trasa. To opcja dla tych, którzy chcą na spokojnie się “rozgrzać” przed jazdą po bezdrożach i przejechać “południowo-amerykańskim klasykiem”.

 

Podróż Panamericaną można w każdej chwili przerwać lub urozmaicić wjeżdżając wjeżdżając w Andy. Zmieni to charakter podróży na znacznie bardziej terenowy.

 

Rozsądną mieszanką cywilizacji i offroadu na pierwsze dni jest trasa przez Casablance i Illapel, a następnie Ovalle. W zależności od tego, o której godzinie opuścisz San Antonio, możesz dotrzeć do Illapel, Combarbala lub Ovalle już pierwszego dnia. Ta opcja trasy jest naprawdę malownicza i momentami stanowi terenowe wyzwanie. 

serwis motocyklowy w Chile

 

Jadąc dalej na północ, za Vicuna możemy przejechać przez odludne drogi górskie, używane tylko przez kopalnie albo wrócić na Panamericanę. I tak dojedziemy do Copiapo, gdzie zacznie się główna część naszej przygody.

 

 

Jedziemy wysoko w Andy!

 

W Copiapo warto się dobrze zaopatrzyć na kolejny etap naszej podróży. Stąd wyruszymy do Parque National Nevado Tres Cruces, a potem wrócimy z powrotem do  Copiapo. Tę pętlę wytrawni jeźdźcy mogą zrobić w ciągu kilkunastu godzin. Ale jeśli cokolwiek wydarzy się na trasie, trzeba się liczyć z koniecznością pozostania na noc w górach. Bądź więc na to przygotowany.  

Pętla ta daje wspaniałą okazję do przetestowania sprawności motocykla i całego sprzętu campingowego na wysokości. Jeśli coś będzie nie tak, masz szansę dokonać poprawek po powrocie do Copiapo. Później na trasie nie będzie już takich dużych miast.

 

Wskazówka: sprawdź ciśnienie w oponach rano, gdy opony są zimne, na wysokości. Zobaczysz, że wzrost wysokości 2,200 m powoduje wzrost ciśnienia w oponach o około 0,2 bara.  

 

Gdy dotrzesz do górniczego rejonu w okolicach Markungi, będziesz musiał się oficjalnie zarejestrować u strażników, a kopalnię możesz minąć tylko w asyście eskorty. Czasem cała procedura wymaga trochę czasu i cierpliwości. Podczas jazdy trzeba uważać na piach – ze względu na pracujące tu non stop ciężarówki zdarza się, że droga jest “rozjechana”.

Przeprawa promowa Hornopiren

W ciągu dnia może być w tych okolicach wietrznie, ale w nocy jest zwykle ciszej. Temperatury w nocy spadają do zera stopni, nawet latem. To jednak dość wyjątkowe uczucie kiedy jednego dnia wjeżdżasz na ponad 3000 a zaraz potem wracasz na poziom morza.

 

Ta pętla pozwoli Ci przetestować sprzęt i Twój organizm na wysokościach. Wszelkie “usterki” możesz naprawić w Copiapo.

 

 

Wyruszamy do San Pedro de Atacama!

 

Teraz jesteś już gotowy na przygodę przez duże “P”. Ruszamy do San Pedro de Atacama!

Dla osób, które nie czują się na siłach aby pojechać trasą offroadową, proponujemy powrót do Panamericany, a następnie przejazd tzw. Ruta 1 wzdłuż wybrzeża Pacyfiku. Droga ta jest łatwa, w większości asfaltowa i całkiem przyjemna widokowo. Nad oceanem będzie Cię chłodzić przyjemna bryza. Jednak przejazd przez Pustynię Atacama będzie “gorący”.

Jeśli nie chcesz do końca podążać głównym szlakiem, mamy dla Ciebie propozycję przejazdu po mniej znanych i oczywistych drogach.

 

W Baquedano, skręć na drogę B-385 i pojedź w kierunku Socaire. Przed skrzyżowaniem z główną drogą nr 23 skręć w lewo na B-355, w kierunku San Pedro de Atacama.  Cały ten fragment jest nieutwardzony i będziesz jechał po Salarze. Po drodze możesz też odwiedzić rezerwat flamingów i gorące źródła.

serwis motocyklowy w Chile

 

San Pedro de Atacama jest w sezonie dość obleganym miejscem. To serce Pustyni Atacama, w którym spotykają się wszyscy, którzy chcą zobaczyć pustynię, lokalne laguny, gorące źródła i wulkany. Miasteczko jest małe i bywa zatłoczone. Ma jednak swój niepowtarzalny klimat. Zadbaj o rezerwację noclegu z wyprzedzeniem. Znajdziesz tu zakwaterowanie na każdym poziomie cenowym, choć generalnie jest to raczej drogie miejsce.

 

Okolice San Pedro de Atacama

 

Koniecznie odwiedź słynną Dolinę Księżycową (Valle de La Luna) oraz piaszczystą Dolinę Śmierci (Valle de La Muerte). Obie należą do lokalnych atrakcji “must see”, ale zdecydowanie warto. Najlepiej pojedź tam na wschód lub zachód słońca  – widoki i światło są przepiękne.

Wyprawa motocyklowa po polnocnym Chile

 

W samym San Pedro de Atacama jest wiele lokalnych restauracji i barów, w których zawsze można posłuchać opowieści podróżników wracających z altiplano. Spróbuj koniecznie Pisco Sour i rozkoszuj się wieczornym gwarem i życiem miasteczka.

W ciągu dnia warto odwiedzić  lokalny, tradycyjny kościół. Pomyśl też o pamiątkach i prezentach z podróży – bazar w San Pedro de Atacama to dobre miejsce na tego typu zakupy.

 

 

Gejzery Tatio

 

W San Pedro de Atacama istnieje wiele lokalnych biur podróży, które organizują wycieczki do Gejzerów Tatio na wschód słońca. My wolimy tam być później, sami i bez tłumu turystów. Co prawda tracimy widok gejzerów i pary wodnej w promieniach wschodzącego słońca, ale zyskujemy perspektywę bez tłumów. Coś za coś. Decyzję pozostawiamy Tobie.

 

Wskazówka od nas: wyjedź do gejzerów wczesnym popołudniem. Pod koniec trasy miej oczy szeroko otwarte i wypatruj pary wodnej po prawej stronie drogi. To będą małe gejzery, którymi turyście się nie interesują. Będą tylko dla Ciebie! Możesz się w nich wykąpać, a następnie kontynuować wycieczkę do Tatio. Gejzery Tatio są na pewno warte odwiedzenia. Możesz w okolicy rozbić namiot. Będzie zimno, bo jest wysoko, no ale masz “prywatne gorące źródła”. I na pewno będziesz wieczorem sam! Tłumy dotrą tu dopiero na wschód słońca.

 

Gejzery Tatio Chile

 

 

Podwyższamy stopień trudności…

Przeprawa promowa Hornopiren

Z Gejzerów Tatio podążaj drogą B-145. To będzie dość wymagająca trasa… Niby jest to normalna droga oznaczona na mapie, ale w rzeczywistości jest bardzo mało uczęszczana i bardzo piaszczysta, a do tego w całości położona na dużej wysokości. Na niektórych fragmentach jest tyle piachu, że nie widać nawet którędy dokładnie prowadzi droga.

Kiedy dotrzesz do opuszczonego dworca kolejowego Yuma (widok jak ze starego westernu), najtrudniejszy kawałek trasy będziesz miał za sobą.  Przeznacz około 4 do 6 godzin na przejechanie tej trasy od Gejzerów Tatio do głównej drogi nr 21. A to zaledwie 100 km… 

 

Wskazówkaraczej nie jedź tą trasą jeśli podróżujesz sam na dużym, załadowanym motocyklu. Chyba, że jeździsz jak Chris Birch. Na niektórych fragmentach trasy (w zależności od pogody) czasem trzeba pchać motocykl. Samemu może być trudno wypchać “ciężkiego kloca” z wyschniętego potoku. 

 

Paliwo i pożywienie: 

To są odległe miejsca, w których nikogo nie ma. Nie ma też osad ludzkich. Musisz koniecznie zabrać ze sobą wystarczającą ilość wody i jedzenia, nawet na kilka dni (na wypadek jakby zepsuł Ci się motocykl albo zepsuła się pogoda).   

 

 

Okolice Ollague

 

Drogą 21 dojedziesz do Ollague. To będzie łatwa, asfaltowa trasa. Pamiętaj, że w Ollague nie ma stacji paliw. Ale będziesz musiał kupić paliwo. Jak więc to zrobić? Wystarczy zapytać tubylców, a ktoś na pewno będzie sprzedać trochę paliwa. Będzie na pewno droższe niż na stacjach, ale nie ma innych opcji.

 

 

Trudno lub trudniej

 

Z Ollague możesz wybrać dwie trasy: trudną i trudniejszą…

Ta trudniejsza zabierze Cię na 5000 m wysokości, na szczyt wulkanu. Kiedyś była tu stara kopalnia. Początek podjazdu jest dość trudny i techniczny ze względu na erozję, skały i piach.  Potem szlak jest teoretycznie łatwiejszy, ale ze względu na wysokość wcale łatwo nie jest. Gdy dotrzesz na szczyt, widoki wynagrodzą trud i zmęczenie! Jeśli podróżujesz sam, na dużym motocyklu, raczej nie zapuszczaj się na tę trasę. Jeśli utkniesz, nie ma nikogo wokół, aby ci pomóc.

 

Druga opcja trasy nie ma aż takich przewyższeń i mimo, że w dużej części jest szutrowa nie stanowi wielkiego wyzwania.  

Jest jak najbardziej przejezdna nawet na dużym motocyklu typu adventure. 

Carretera Austral
Carretera Austral

 

 

Wycieczka do Pica: piaskowe piaskowe i gorące źródła

 

Warto z głównego szlaku zjechać do Pica. Po drodze będziesz miał okazję zobaczyć wspaniałe wydmy. Trasa jest wyjątkowo malownicza, a w samym miasteczku Pica zaskoczy Was oaza. Możesz też zażyć kąpieli w lokalnych gorących źródłach. To spokojne, ciche miejsce na końcu świata. Dla lubiących tego typu “odludzia”, to dobre miejsce na odpoczynek i naładowanie baterii.

W miasteczku jest kilka restauracji i sklepów. Tutaj znajdziesz też podstawowe części do motocykla.

 

 

 

Dojazd do Colchane

 

Trasa do Colchane jest w całości szutrowa. Spodziewaj się też fragmentów z głębszym piachem. Nie będzie łatwo, ale będzie pięknie. Nigdy nie zapomnisz tych widoków!

W Colchane musisz kupić paliwo. Wymaga to pewnego sprytu, ale jest to jednocześnie ciekawe doświadczenie. W miasteczku nie ma stacji. Pojedź w kierunku granicy z Boliwią. Skręć w prawo, w ostatnią ulicę miasteczka, a następnie w lewo w lewo i jedź dalej w kierunku Boliwii. Omiń ogrodzenie z drutu kolczastego i poszukaj tradycyjnie ubranych Boliwijek z… taczkami.

 

To właśnie Boliwijki zajmują się sprzedażą paliwa w ten “niestandardowy” sposób. Ceny są nieprzewidywalne. Ale nie ma alternatywnego miejsca na zakupy.

Puerto Montt do Hornopiren

 

 

Jedziemy dalej na północ!

 

W  Colchane, najlepsze miejsce na nocleg, to hotel Camino del Inka. Zresztą dużego wyboru nie ma. 

Jadąc na północ z Colchane, masz dwie opcje, obydwie piękne:

  • wróć do Umina i pojedź drogą A465, a następnie A487.
  • trzymaj się A385 (czasem na mapach zaznaczaną także A95). 

 

Jeśli zdecydujesz się na drugą opcję, dalej trasa będzie prowadziła po drodze A93, aż do północnej części Chile. Na tym odcinku napatrzysz się na księżycowe krajobrazy. A może nawet poczujesz się jak na księżycu. Szlak będzie się napewno rozwidlał. I zobaczysz w wielu miejscach kilka lub nawet kilkanaście wyjeżdżonych śladów zmierzających w tym samym kierunku. Wybierz ten, który wygląda na najświeższy. Ważne abyś podążał we właściwym kierunku. Te szlaki prawdopodobnie i tak się zbiegną w jeden.

Po drodze zobaczysz opuszczone wioski z brudnymi domami i kościołami. To obrazki rodem z “końca świata”.

 

Sendero los Alceres i Sendero Cascadas Escondidas

 

 

Gorące Źródła

 

Po drodze nie przegap Termas de ChuriguayaTo magiczne miejsce, w którym najprawdopodobniej nie będzie nikogo poza Tobą. To niesamowite uczucie kąpać się samotnie w gorących źródłach na altiplano, pod gwiaździstym niebem. 

 

W Parku Surire, warto również zatrzymać się w gorących źródłach Termas de Polloquere.  My tam często zostajemy na noc: namiot można rozbić za “ścianami z kamienia”, co skutecznie ochroni Cię przed często występującym tu porywistym wiatrem. Jeśli dojedziesz w to miejsce przy złej pogodzie, warto schronić się w pobliskiej wiosce. 

 

 

Visviri

 

Ostatnią wioską na naszej trasie jest Visviri. Aby się tam dojechać, należy jechać drogą A-93 wzdłuż granicy boliwijskiej. W pewnym momencie, na koło 5 km, przekroczysz nawet tę granicę – tak prowadzi droga. Ciężko się na tym odludziu zorientować jak dokładnie przebiega linia graniczna między krajami, a żadnych posterunków nie ma. Jeśli mocno pada, ta trasa może stanowić wyzwanie, szczególnie na załadowanym motocyklu: będzie sporo błota.   

 

 

Powrót do cywilizacji – Arica

 

Z Visviri, trzymaj się drogi A-23 / A-109, którą dotrzesz z powrotem na wybrzeże. Droga gruntowa zmieni się w szutrową, a potem w popękany stary asfalt. Uważaj na głębokie dziury. Ruchu praktycznie tu nie ma. Dopiero po zjechaniu z gór zaczną się wioski, a na drodze przybędzie samochodów.

W Arica znajdziesz wiele opcji hotelowych, w tym tych luksusowych. Wszystko zależy od twojego budżetu. Są tu wspaniałe plaże i restaurację. Są też warsztaty i mechanicy. Po prostu wróciłeś do cywilizacji! 

Z Arica możemy zorganizować transport Twojego motocykla do magazynu w San Antonio, skąd zostanie wysłany do Europy. Możesz też tam wrócić sam, “na kołach”, np. Panamericaną wzdłuż Pacyfiku. Taki powrót zajmie Ci około 3 dni.

 

 

Księżycowa przygoda motocyklowa w Chile

 

Niebawem ogłosimy czy nasze tegoroczne, planowane na koniec roku 2021 i początek roku 2022, transporty do Chile będą mogły się odbyć. Wszystko zależy od ograniczeń w Chile. Widać, że kraj powoli “luzuje” restrykcje związane z pandemią. Jedna na chwilę obecną obcokrajowcy cały czas nie mogą do Chile wjechać, ani wlecieć. Wierzymy jednak, że to się zmieni i po 2 letniej przerwie będziemy mogli wrócić na nasze ulubione szlaki. Trzmaj rękę na pulsie!

 

Jeśli chcesz być na bieżąco z możliwościami skorzystania z transportu lub wycieczek po Ameryce Południowej, w tym w Chile w szczególności, daj nam znać. Na pewno Cię poinformujemy o naszych planach!

 

Najlepsze trasy motocyklowe Chile, część 1 – Carretera Austral

Najlepsze trasy motocyklowe Chile, część 1 – Carretera Austral

Najlepsze trasy motocyklowe Chile, część 1 – Carretera Austral

Chile to jeden z naszych ulubionych krajów na podróże motocyklowe. Niektóre szlaki w tym kraju są szerzej znane w motocyklowej społeczności. Inne, to ukryte perełki. Dziś opowiemy Wam o zapomnianych fragmentach słynnej Ruta 7, czyli Carretera Austral, które choć niewiarygodnie piękne, najczęściej są omijane przez motocyklistów podczas podróży do Patagonii.

 

Podróż motocyklowa do Ushuaia, czyli tzw. Fin del Mundo to jedna z wymarzonych wycieczek każdego motocyklisty i słusznie!

COVID19 – Wymuszona przerwa w podróżach po Ameryce Południowej …

Przez ostatnie 2 lata niestety podróżowanie po Ameryce Południowej nie było (i nadal nie jest) możliwe. Od wybuchu pandemii granice między krajami zostały zamknięte. Turystyka praktycznie “zamarła”. Długodystansowe podróże musiały zostać wstrzymane. Wszyscy cierpieliśmy.

 

JEST NADZIEJA

Ostatnie wiadomości (z 24 lipca 2021) pokazują, że można mieć nadzieję na ponowne otwarcie granic przez Chile.

Najlepsze trasy motocyklowe Chile

Kraj ten osiągnął wskaźnik szczepień na poziomie 80% (pierwsza dawka) i chce ponownie otworzyć się na turystykę. Mamy nadzieję, że nastąpi to przed czasem “europejskiej zimy”, czyli “południowoamerykańskiego lata”. Jest to bowiem najlepszy czas na podróż do Patagonii i na południe Chile!

 

Wszyscy, którzy odbyli podróż motocyklową do Patagonii są zgodni, że to niesamowite przeżycie i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie cudów natury, jakie oferuje Patagonia. Takiej flory i fauny, w otoczeniu majestatycznych lodowców i strzelistych szczytów nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie. Nawet kolory są tutaj bardziej wyraziste. A kapryśna pogoda jest doświadczeniem samym w sobie.

 

Nadal nie wiemy, czy podróż do Ushuaia, wymagająca przekroczenia granicy z Argentyną, będzie możliwa w sezonie 2021/2022. Czekamy na rozwój wydarzeń. Ale podróż po chilijskiej Carretera Austral wydaje się całkiem prawdopodobna!

 

 

Zapomniane fragmenty Carretera Austral

Podróż po “bocznych odnogach” chilijskiej Carretera Austral wydaje się ciekawą alternatywą lub uzupełnieniem dla klasycznego, głównego szlaku do Ziemi Ognistej. Może to być niesamowita przygoda sama w sobie. Nie dojedziesz co prawda do Ushuaia, najbardziej wysuniętego miasta kontynentu południowoamerykańskiego, ale Villa O’Higgins też jest jednym z “miejsc ekstremalnych”. Jest to rzeczywisty koniec (lub początek) szlaku zwanego Carretera Austral.

 

Duża część południowego odcinka Ruta 7 (Carretera Austral) ma wiele atrakcyjnych bocznych dróg i pętli, które są bardzo rzadko odwiedzane. W końcu wszyscy “gnają” do Ushuaia nie poświęcając zbyt wiele czasu na atrakcje po drodze w Chile. A szkoda: krajobrazy są tu wspaniałe, paliwo i zakwaterowanie bardziej dostępne niż po stronie argentyńskiej.

 

Jedynym minusem tej trasy, jest konieczność jazdy z powrotem tą samą drogą… Ale w sumie to samo dotyczy Ushuaia. Co się robi po dotarciu na koniec świata? Odwrót i powrót w drugą stronę…

Zapomniane fragmenty Carretera Austral

Jeśli jednak ktoś bardzo nie chce spędzać w siodle kolejnych dni, istnieje możliwość wzięcia promu między Chaiten i Puerto Montt, co znacznie skraca jazdę powrotną.  Naszym zdaniem lepiej jest wrócić na kołach: droga jest niby ta sama, ale widziana od drugiej strony, robi jednak zupełnie inne, nowe wrażenie.

Ruta 7 - Carretera Austral

 

Czego się spodziewać?

Ruta 7 (Carretera Austral) to wspaniała 2000 km trasa. Jeśli dodamy do tego boczne pętle i odnogi, dojdzie kolejne kilkaset kilometrów. Kilometrów, na których nie spotkamy praktycznie nikogo. Za to widoki, będą zapierały dech w piersiach.

W tę niesamowitą podróż można wyruszyć nawet solo: trasa nie jest trudna technicznie. Pokonanie jej wymaga pewnej wytrzymałości, głównie ze względu na kapryśną pogodę i słynny, silny wiatr. Ale z punktu widzenia techniki nie jest to zbyt skomplikowana trasa. Każdy kto ma choć minimalne doświadczenie w jeździe po drogach nieutwardzonych będzie w stanie ją pokonać. Tak – spodziewajcie się wielu szutrów! A na bocznych pętlach również dróg nieutwardzonych. Jednak to właśnie nutka “dzikości” i braku cywilizacji sprawia, że cała podróż ma tak wyjątkowy i niepowtarzalny charakter. Także “hardcore enduro” nie będzie, ale piękne szutrowe, niesamowicie widokowe drogi w dużych ilościach.

 

CARRETERA AUSTRAL Z PERSPEKTYWY LOTU PTAKA

 

Byliśmy w Patagonii już kilka razy. Jeśli jedziesz tam pierwszy raz będziesz potrzebować co najmniej 3 tygodni na przeżycie motocyklowej przygody, która zabierze Cię do najpiękniejszych zakątków południowego Chile.

Carretera Austral z perspektywy lotu ptaka

 

Podstawowy szlak Ruta 7 prowadzi w sposób pokazany na mapie. Jeśli chcesz przejechać tę trasę, możemy zaoferować Ci transport motocykla do/z Chile wraz z dokonaniem wszelkich formalności celnych, tak abyś mógł przeżyć swoją motocyklową przygodę życia. Harmonogram transportu motocykli znajdziesz na naszej stronie.

 

Jeśli masz pytania, skontaktuj się z nami! Chętnie odpowiemy i podzielimy się naszą wiedzą.

 

 

Zacznijmy od kilku praktycznych szczegółów

 

Zakwaterowanie:

Zakwaterowanie wzdłuż Ruta 7 można znaleźć głównie w tzw. cabañas. Domki można znaleźć w różnych opcjach budżetowych: od całkiem przystępnych do bardzo drogich i ekskluzywnych. Ze względu na specyfikę tego typu zakwaterowania, na pewno bardziej ekonomicznie będzie podróżować w grupie: koszt domku rozłoży się na kilka osób. Domki lepiej rezerwować z wyprzedzeniem (tak było przynajmniej przed pandemią), ale kto wie jak będzie teraz… Wiele z tych domków można rezerwować przez popularne platformy typu booking.com

 

Teoretycznie możesz również spać w namiocie podczas podróży. Ale po pierwsze pogoda w tej części Chile jest bezlitosna. Po drugie w całej Patagonii jest wiele prywatnych rancz (fincas), które są po prostu ogrodzone – więc nie ma szans na rozstawienie namioty. Na trasie są oczywiście wyznaczone campingi. Część z nich całkiem ładnie położona. Decyzję o takiej, czy innej formie zakwaterowania zostawiamy Wam – podróżnym.

 

Ceny:

Chile nie jest tanim krajem. A jego południowa część (po której prowadzi Carretera Austral) jest droższa niż pozostałe części kraju. W dużym stopniu lokalna gospodarka jest uzależniona od turystyki, a sezon jest bardzo krótki – zaledwie kilka miesięcy w roku. Spodziewaj się cen wyższych niż w większości krajów w Europie.

Żywność:

W każdej osadzie i wiosce na trasie znajdują się sklepy i restauracje. Nie ma potrzeby pakowania dużej ilości zapasowego jedzenia.

Paliwo:

Wzdłuż całej Carretera Austral można bez większego problemu znaleźć paliwo. Jeśli Twój motocykl ma zasięg co najmniej 300 km nie ma potrzeby brania zapasowego paliwa. Najbardziej rozpowszechnioną siecią stacji benzynowych w Chile jest Copec.

Droga:

Północny fragment Carretera Austral jest częściowo wyasfaltowany. Południowe odcinki są prawie wszystkie szutrowe. Większość z nich jest w dobrym stanie.

 

Warto zwrócić uwagę na liczne, małe mosty nad strumieniami. Wiele z nich jest drewnianych, a więc po deszczu bardzo śliskich. Pamiętajcie o tym, bo o wywrotkę nietrudno.

Pogoda:

Pogoda w Patagonii to słynny i szeroko omawiany temat. Przede wszystkim pogoda zmienia się tam jak w kalejdoskopie. Tak, często pada deszcz. Ale zazwyczaj niezbyt długo i przeplata się ze słońcem. Pamiętaj jednak aby na pewno wziąć ze sobą do Patagonii ciuchy przecideszczowe i bieliznę termiczną, która zapewni Ci ciepło.  Przygotuj się na wszystkie pory roku (nawet śnieg w środku lata) przez kilka godzin.

 

Wiatr w tej części kontynentu nie jest zazwyczaj dotkliwy. Wichury zczynają się bardziej na południu po stronie argentyńskiej.

 

Części i dostępny serwis:

Jeśli potrzebujesz części, masz pecha… Od Puerto Montt na południe nie ma praktycznie żadnych sklepów motocyklowych ani serwisów. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma mechaników. Małe garaże i lokalnych mechaników znajdziesz w każdym średniej wielkości mieście.

 

Możesz zamówić części z Santiago de Chile albo jakiegokolwiek dealera z centralnej części kraju i czekać na ich dosłanie. Pamiętaj jednak, że większość dealerów w Chile akceptuje płatności online tylko z chilijskiego konta bankowego! Czyni to zamówienia online naprawdę trudnymi do realizacji. Jeśli masz problem z zamówieniem części, napisz do nas – zawsze spróbujemy Ci pomóc.

 

Jeśli będziesz potrzebował pomocy drogowej, zawsze możesz liczyć na pomoc, od któregokolwiek z przejeżdżających samochodów. Nikt tu Cię nie zostawi samopas w potrzebie. Na większości trasy ruch lokalny odbywa się regularnie i ktoś na pewno pomoże.

 

Wybór opon:

Każdy ma swój ulubiony model.  Nie chcemy wchodzić w dyskusje na temat opon w tym artykule.  Naszym faworytem na wyprawę dobPatagonii jest Michelin Anakee  Wild. Na tych oponach możemy pokonać nawet do 8000 km, ma  akceptowalna przyczepność na większości powierzchni i jest dobrym kompromisem na trasy asfaltowo – szutrowe.   Niezależnie od tego, co wybrałeś, opona terenowa mieszana jest najlepszym rozwiązaniem do Patagonii.

Cała trasa, do iz Puerto Montt ma około 4000 km. Nie będziesz musiał zmieniać opon, pod warunkiem że zaczniesz wyprawę na nowym komplecie.

 

Pieniądze:

Bankomaty można znaleźć tylko w większych miastach. Upewnij się, że masz ze sobą wystarczająco chilijskich pesos przed opuszczeniem Puerto Montt. W wielu miejscach można w Chile płacić przy pomocy karty kredytowej, również na stacjach benzynowych.

serwis motocyklowy w Chile

 

.

 

Kiedy już jesteś dobrze przygotowany do podróży po południu Chile, pokażemy Ci kilka opcji trasy, spośród których możesz wybrać najbardziej Ci odpowiadającą. Nasz artykuł nie jest jednak propozycją trasy “dzień po dniu”.

 

Jeśli chcesz, abyśmy przygotowali całą trasę dla Ciebie, z lub bez zakwaterowania, chętnie to zrobimy: po prostu wyślij do nas wiadomość e-mail z zapytaniem!

 

 

 

Punktem startowyn słynnej Ruta 7 jest Puerto Montt

Puerto Montt nie jest szczególnie urokliwym miejscem. Ale nie da się go ominąć; to po prostu początek podróży po Ruta 7. Wybór hoteli i cabanas jest tu bardzo duży i w zależności od budżetu każdy znajdzie coś dla siebie. Jeśli chcesz zatrzymać się w hotelu sieciowym o znanym standardzie, możesz skorzystać z Diego de Almagro. Jeśli wolisz zakwaterowanie w cabañas, rozsądną opcją są Cabañas del Puerto. Jeśli zamierzasz odpocząć kilka dni w okolicy i podróżujesz w grupie, przyjemnym rozwiązaniem są cabañas nad samym morzem. Wszystkie można znaleźć w booking.com.

Carretera Austral

 

Na centralnym placu w Puerto Montt znajduje się kilka restauracji i barów, które warto odwiedzić.

Puerto Montt do Hornopiren

Można wybrać następujące opcje: trasa 138 km lub trasa 106 km.

 

1. Pierwsze prowadzi wzdłuż linii brzegowej, drogą V-875, a następnie łączy się z Ruta 7 później i dociera do Hornopiren. My najczęściej wybieramy właśnie tę opcję, która jest znacznie rzadziej uczęszczana. Trasa ta gwarantuje wspaniałe widoki na ocean. Po drodze można zobaczyć tradycyjne, rybackie wioski.

2. Opcja druga od początku prowadzi po Ruta 7. Widoki są o wiele mniej zróżnicowane, choć nadal interesujące.

Puerto Montt do Hornopiren

 

Kolejny dzień zaczyna się malowniczą, długą przeprawą promową. Na tym odcinku po prostu nie ma drogi. I jedyną możliwością jest skorzystanie właśnie z promu. W Hornopiren działa kilka firm promowych. Ale kursów nie ma dużo. Warto więc zrobić rezerwację z wyprzedzeniem. Prom możesz zarezerwować online.

Przeprawa promowa Hornopiren

Wskazówka: na przystani należysię stawić około godziny przed odpłynięciem promu. Znane są przypadki osób, które się spóźniły i nie było już dla nich miejsca na promie.

 

Po zjechaniu z promu czeka nas przejazd przez prawdziwy jurajski las! Wszystko tu wygląda jak z filmu o dinozaurach. Brakuje tylko samych dinozaurów. Trasa jest tu nieutwardzona, a drewniane mosty są zazwyczaj bardzo śliskie i wilgotne!  To niezwykle dziki i niespodziewany fragment Carretera Austral. My go bardzo lubimy.

Po drodze warto się zatrzymać przy Sendero los Alceres i Sendero Cascadas Escondidas (-42.659570, -72. 580821). Te dwa krótkie, piesze szlaki turystyczne dają fantastyczną okazję do spaceru wśród lasu deszczowego i doświadczenia go z bliska. Gorąco polecamy poświęcenie trochę czasu na choćby jeden z tych spacerów.

W Chaiten, cabañas Volcanes Patagonicos są jednymi z najlepszych w okolicy. Dla osób preferujących nieco więcej wygód, polecamy hotel Yelcho en La Patagonia, położony nieco poza miastem.

Sendero los Alceres i Sendero Cascadas Escondidas
Przeprawa promowa Hornopiren

 

W kolejnym dniu, na odcinku Chaiten – Futaleufu, znowu można wybrać dwie trasy: 152 km / 340 km.

Naszym zdaniem warto poświęcić więcej czasu w samym Futaleufu i okolicach, które są wyjątkowo malownicze. Sam dojazd do Futaleufu nie jest długi. W Futaleufu znajduje się stacja paliw.

W okolicy warto odwiedzić Lagunę Espejo, miejsce na pewno zapadnie Ci w pamięci. A jazda tam daje możliwość podejrzenia lokalnych realiów życia.

 

Jeśli chodzi o nocleg możesz zostać w Futaleufu lub wrócić z powrotem w kierunku Ruta 7 i zatrzymać się np. w  Puyuhuapi. Cała taka pętla ma około 340 km. W  Puyuhapi również znajduje się stacja benzynowa.

Szkoda jednak byłoby nie spędzić trochę czasu w Futaleufu. Jest to słynne miejsce raftingu, a Laguna Espejo jest zdecydowanie warta dodatkowych kilometrów. W Futaleufu nie ma zbyt wielu możliwości noclegowych: pamiętaj, aby zarezerwować nocleg z wyprzedzeniem.

Z Futaleufu lub z Puyahuapi, w zależności od tego, co wybrałeś możesz przejechać przez kilka pobocznych “pętli”: drogi X-11 i X-13. Trasa ta będzie prowadzić wokół Lago Claro Solar, Lago Negro i Lago Rosselot. Widoki tutaj są absolutnie magiczne i na pewno nie będziesz żałować tych dodatkowych kilometrów.

Następną okazją na wycieczkę poza główną drogę Ruta 7 jest Puerto Cisne. Samo miasteczko nie jest specjalnie atrakcyjne, ale jest dobrym miejscem do obserwacji wielorybów i delfinów. Przy porcie znajduje się wiele łodzi, które organizują tego typu atrakcje. Odcinek drogi w pobliżu Puerto Cisne jest wykonany z zagęszczanej soli: uważaj jest bardzo ślisko, gdy jest mokro… W Puerto Cisne znajdziesz paliwo i podstawowe zakwaterowanie.

 

Sendero los Alceres i Sendero Cascadas Escondidas
Puerto Aysen i Puerto Chacabuco

Wioski Puerto Aysen i Puerto Chacabuco nastawione są przede wszystkim na turystów trekkingowych. Jednak sama jazda tam jest wspaniała. Będziesz jechać wzdłuż malowniczej rzeki Rio Manihuales.

Na dalszą podróż możesz wybrać jeden z trzech wariantów:

 

1. Kontynuować jazdę po głównej Ruta 7.

2. Podążać trasą wzdłuż Rio Manihuales.

3. Objechać dwie boczne pętle w okolicy. Wybierz to, co Ci odpowiada, ale pamiętaj o paliwie i zasięgu jaki masz na motocyklu! Żadna z tych opcji Cię nie zawiedzie, a wspaniałe widoki są warte jazdy!

 

 

Carretera Austral Ruta 7

 

Kolejny przystanek w podróży na południe to Puerto Chacabuco, skąd drogą nr 240 dotrzesz do Coyhaique.

Jest to większe, stosunkowo turystyczne miasto, które jest równocześnie bazą wypadową do wielu atrakcji w okolicy. Jest to dobre miejsce na odpoczynek i regenerację.  Jeśli dotrzesz do Coyhaique wcześnie lub po dniu odpoczynku, możesz dodatkowo zrobić 157 km wycieczkę, całą po drogach szutrowych. To będzie piękna jazda wśród jezior i lasów.

 

Naszym następnym przystankiem jest Puerto Rio Tranquilo (216 km od Coyhaique). W pobliżu Puerto Rio Tranquilo znajdują się słynne marmurowe jaskinie (Catedrales de Marmol). Zdecydowanie warto je odwiedzić – wiele agencji turystycznych w mieście organizuje przejażdżki łodziami do Catedrales de Marmol. Biura większości operatorów znajdują się przy głównej drodze. Zazwyczaj nie ma potrzeby rezerwacji z wyprzedzeniem.

 

Kolejna przerwa na dłuższy odpoczynek, to miasteczko Cochrane (115 km od Puerto Rio Tranquilo). Możesz tu nabrać sił przed ostatnim odcinkiem podróży do Villa  O’Higgings – “prawie” końca Ruta 7 🙂

Carretera Austral Chile

Sugerujemy jedbak, aby z Villa O’Higgings pojechać do prawdziwego końca (początku) Carretera Austral. Jest to zaledwie 57 km od misateczka. Dojazd tam zajmuje około 3 godzin, ale będziesz na rzeczywistym końcu/początku słynnej Carretera Austral! Stamtąd musisz wrócić do Villa O’Higgins tą samą drogą  – nie ma innej opcji. Ale sceneria jest wyjątkowa, a uczucie bycia na końcu Ruta 7 jest bezcenne!

 

Sugerujemy zarezerwować z wyprzedzeniem nocleg w Villa O’Higgins. W miasteczku jest stacja benzynowa, ale niewiele opcji zakwaterowania.

Carretera Austral Villa O'Higgins

 

I to jest Villa O’Higgins! Ushuaia, czyli koniec (początek) Ruta 40 i jednocześnie Panamericana jest może bardziej znana, ale dotarcie do końca Ruta 7 jest nie większym osiągnięciem. I zaryzykujemy stwierdzenie, że zrealizowanym przez mniej ludzi…

 

Co dalej?

Bądź gotowy na wyprawę po Carretera Austral z MotoBirds (w 2022 roku) lub samodzielnie. Jak tylko granice Chile zostaną oficjalnie otwarte, poinformujemy Cię o terminach transportów do Chile i planowanych przez nas wycieczek po Ameryce Południowej, w tym po Carretera Austral. Marzymy, żeby wrócić tam jak najszybciej!

 

 

Zapisz się do naszego Newslettera, aby nie przegapić informacji!

 

Początek Ruta 7 Carretera Austral

Co musisz wiedzieć o wyborze apteczki motocyklowej

Co musisz wiedzieć o wyborze apteczki motocyklowej

Co musisz wiedzieć o wyborze apteczki motocyklowej

Może się zdarzyć, że wybór apteczki motocyklowej to czasem kwestia kompromisu. Zapewne nie chcesz stracić zbyt wiele z przestrzeni bagażowej, ale nadal chcesz być przygotowany na ewentualne wypadki. Tak więc wielkość, waga i zawartość są czynnikami, które musisz wziąć pod uwagę. Wybór może okazać się jednak nie tak łatwy, bo przecież nasze zdrowie, nie powinno podlegać kompromisom… Jak więc z tego wybrnąć?!

 

Mamy za sobą wiele wypraw i tysiące kilometrów, a dopiero niedawno udało nam się znaleźć satysfakcjonujące rozwiązanie. Jeśli ta kwestia także jest dla Ciebie ważna i akurat szukasz sprawdzonej apteczki motocyklowej, to zapraszamy do lektury tego artykuł, w którym dzielimy się naszym odkryciem oraz opinią na jego temat.

 

Ogromna większość zestawów jest tania i bardzo ogólna. Przykładowo, jeśli posiadasz samochód to i tam powinieneś mieć zestaw ratunkowy. W rzeczywistości, te zestawy są naprawdę niewystarczające, a czasami wręcz bezużyteczne. Są zaprojektowane, aby spełnić wymóg prawny. Nie są jednak naprawdę zaprojektowane, aby pomóc Ci w razie wypadku. Możesz dowolny z tych ogólnych zestawów medycznych łatwo kupić jednak w sieci w lokalnym sklepie lub nawet na stacji benzynowej za nieduże pieniądze.

 

Upadek na motocyklu nie jest przyjemnym doświadczeniem. Jako motocyklista jesteś całkowicie odsłonięty, a upadki mogą mieć bardzo nieprzyjemne konsekwencje: złamane kości, rozcięta skóra, zwichnięcia, zadrapania itp.

Właściwe przygotowywanie na konsekwencje upadku, małego lub dużego, powinno być priorytetem wszystkich motocyklistów, a w szczególności tych podróżujących dalej od “cywilizacji”. Od dobrego przygotowania może wręcz zależeć czyjeś życie!

 

My długo poszukiwaliśmy porządnego, gotowego rozwiązania. Często zdarzało nam się kompletować apteczkę motocyklową z kilku różnych, dokupując dodatkowe elementy lepszej jakości. Niby tak można, ale mocno wydłużało to proces przygotowań do wyjazdów i podwyższało ryzyko, że o czymś mogliśmy zapomnieć. Na szczęście w końcu znaleźliśmy satysfakcjonujące nas rozwiązanie. Apteczkę motocyklową, którą przetestowaliśmy na naszych wycieczkach i którą chcemy Wam zaprezentować w tym artykule. Jest to zestaw modułowy i zazywa się TRAUMAKIT. Został zaprojektowany przez zespół AEDMAX. Przedstawiamy Wam tutaj produkt, z którego sami korzystamy –  EASY BAG 2.

 

Ten motocyklowy zestaw medyczny został opracowany w Polsce przez motocyklistów dla motocyklistów. Lubimy go i myślimy, że Tobie też się spodoba. Oto dlaczego…

Modułowa apteczka
Motocyklowa apteczka

 

 

ROZMIAR & WAGA APTECZKI MOTOCYKLOWEJ

Przyznajemy, EASY BAG 2 nie jest najmniejszym zestawem, jaki znajdziesz. Jednak kompleksowa zawartość jest naprawdę warta kary wagowej. Jest on zbudowany z nylonowej torby i ma pasek do łatwego noszenia. Jego prostokątny kształt ułatwia spakowanie na dnie kufra, czy torby. Na przykład idealnie pasuje do metalowego kufra BMW GS. Zawiera dwa moduły: jeden na potrzeby nagłych wypadków, drugi dla złamań.

Apteczka motocyklowa

 

 

Waga: 1,800 g

 

Rozmiar: 200mm x 120mm x 160mm

 

 

 

CODZIENNE UŻYTKOWANIE

W środku zestaw medyczny TRAUMAKIT jest wszystkim, czego naprawdę potrzebujesz, aby leczyć mniejsze obrażenia lub problemy, których możesz doświadczyć na drodze. Jest zaprojektowany w dwóch schludnych modułach, zapakowanych w oddzielnych torebkach. Są one trzymane razem dzięki rzepom i pokrowcowi. To był dobry pomysł, bo kiedy otworzysz zestaw medyczny, torebki nie wypadają.

 

  • Pomarańczowa torebka: wszystko czego potrzebujesz do leczenia ran i infekcji
  • Szara torebka: to, czym musisz ustabilizować złamane kości
Apteczka motocyklowa TRAUMAKIT
Motocyklowy zestaw medyczny

 

 

NAGŁE WYPADKI

Większość motocyklistów nie jest wyszkolonymi pielęgniarzami ani lekarzami. Wielu nie miało nawet możliwości ukończenia kursu pierwszej pomocy. Jednocześnie, wiedza co robić w obliczu sytuacji awaryjnych, takich jak krwawienie lub inne sytuacje medyczne, jest kluczowa! Zespół AEDMAX pomyślał więc o wsparciu.

 

Zestaw wyposażono w 6 kartonowych kart. Te karty wyjaśniają prostymi zdjęciami, co powinieneś zrobić, jeśli masz do czynienia z:

  • Małymi ranami
  • Większymi ranami i krwotokiem
  • Resuscytacją usta-usta, masażem serca i pozycjonowaniem elektrod defibrylatora
  • Infekcjami
  • Oparzeniami
  • Udarami i pozycją bezpieczeństwa
instrukcja pierwszej pomocy

 

Czujemy, że to świetny pomysł! Karty są proste, ilustracyjne i w przystępny sposób szybko podają Ci informacje niezbędne do poradzenia sobie z powyższymi problemami bez konieczności czytania długich stron tekstu.

 

Szara torebka z motocyklowego zestawu medycznego zawiera wszelkiego rodzaju plastry, nożyczki, bandaże, środek dezynfekujący, mokre chusteczki itp. Zasadniczo, wszystko czego potrzebujesz, aby zatrzymać krwawienie lub leczyć mniejsze rany, bądź zakażenie. Nożyczki są prawdziwymi nożyczkami medycznymi, a nie jednymi z tych tanich, które znaleźć można w ogólnych samochodowych apteczkach, a które są bezużyteczne …

Ponadto w środku znajdziesz również potężną latarkę LED i mały elektroniczny miernik umożliwiający sprawdzenie ciśnienia krwi i tętna.

Ta część zestawu medycznego zaprojektowana dla TRAUMAKIT zawiera bardziej przydatne przedmioty niż apteczka w przeciętnym gospodarstwie domowym.

 

Pełna lista zawartości tego modułu:

  • Jednorazowe rękawice nitrylowe “L” – 2 pary
  • Tabletki dla diabetyków Glukoza DEXTRO Energy Classic – 1 op.
  • Podgrzewacz dłoni Hot Pack – 2 szt.
  • Zimny okład – 1 szt.
  • Krople do oczu 200 ml – 1 szt.
  • Opatrunek do oczu Fixopore – 2 szt
  • Plastikową pensetę – 1 szt.
  • Torba z zamknięciem (amputacja) – 2 szt.
  • Chemiczną latarkę – 1 szt.
  • Spray chłodzący do obrażeń Altacet Ice 130 ml – 1 szt.
  • Nożyczki
Apteczka motocyklowa TRAUMAKIT

 

 

OPATRYWANIE RAN

Pomarańczowa torebka zawiera wszelkiego rodzaju bandaże. Wszystko, czego należy użyć, aby ustabilizować złamanie jest tutaj. Zawartość pozwala na radzenie sobie ze złamaniem, aby umożliwić przeniesienie rannej osoby do obiektu medycznego do docelowego leczenia.

Podobnie jak w poprzednim etui, wszystko jest starannie zapakowane w plastikowe kieszenie. Jest to naprawdę dobre, ponieważ kiedy otwierasz torebki, treść nie rozlewa się na ziemię i nie wypada.

sakwy motocyklowe zużycie

 

Pełna lista zawartości tego modułu:

  • Jednorazowe rękawice nitrylowe “L” – 2 pary
  • Temblak 50 cm x 11 cm – 1 szt.
  • Elastyczny bandaż MATOPAT Universal 12 cm x 5 cm – 4 szt.
  • Bandaż materiałowy nieelastyczny Matovis 10 cm x 4 cm – 4 szt.
  • Matocomp 17-gwint gazy gazy 1/2m² – 2 szt.
  • Trójkątna chusta podtrzymująca Matopat – 1 szt.
  • Folia NRC (koc termiczny) – 1 szt.

 

 

GDZIE KUPIĆ TRAUMAKIT?

Tę apteczkę motocyklową, a raczej zestaw medyczny, możesz kupić za pośrednictwem sklepu internetowego AEDMAX. Masz również możliwość zamówienia różnych wersji tego zestawu.

Ten, który przetestowaliśmy kosztuje 334,56 PLN lub 73 EUR.

Porównując go do zestawu ogólnego kosztującego mniej niż 10 EUR, jest to dużo pieniędzy. Jednak zawartość i projekt tego zestawu sprawiają, że jest wart każdego centa.

 

Motocyklowa apteczka

Ten motocyklowy zestaw medyczny ma wszystko, czego potrzebujesz, by poradzić sobie z większymi lub mniejszymi problemami na drodze. Czy w grupie, czy tym bardziej podczas podróży solo. W MotoBirds dokonaliśmy naszego wyboru: na pewno weźmy TRAUMAKIT na nasze wyprawy!

Mamy nadzieję, że skorzystasz z naszych doświadczeń i przyda Ci się wiedza zdobyta dzięki temu artykułowi. Bezpieczeństwo jest zawsze naszym priorytetem, polecamy więc tylko sprawdzone rozwiązania! 

Życzymy Ci wielu bezpiecznie przejechanych kilometrów! 🙂

 

Testujemy Miękkie Sakwy Motocyklowe: Givi Canyon GRT709 35L vs. Mosko Moto Backcountry 35L

Testujemy Miękkie Sakwy Motocyklowe: Givi Canyon GRT709 35L vs. Mosko Moto Backcountry 35L

Testujemy Miękkie Sakwy Motocyklowe: Givi Canyon GRT709 35L vs. Mosko Moto Backcountry 35L

Jeśli szukasz możliwości wyboru systemu bagażowego do swojego motocykla to trafiłeś we właściwe miejsce! Sakwy motocyklowe to znacząca inwestycja i chcieliśmy podzielić się naszym doświadczeniem i spostrzeżeniami po użytkowaniu miękkich sakw motocyklowych dwóch różnych firm. Mamy nadzieję, że nasze doświadczenie pomoże Ci podjąć świadomą decyzję, z której będziesz zadowolony.

Mieliśmy okazję jeździć z obydwoma systemami, na dystansie 30 000 km, w różnorodnym terenie i warunkach. W Europie, Azji i Ameryce Południowej. Używaliśmy sakw do tego, do czego są przeznaczone i we właściwy sposób – nie ładujemy więcej niż ok. 7 kg na sakwę. Zapraszamy do lektury wyników naszego testu.

 

 

CO O SAKWACH MÓWIĄ PRODUCENCI

 

  • Givi Canyon pokazuje czerwoną ramkę z napisem „PRZYGODA” na ich stronie internetowej. Zakładamy, że intencją jest szerokie opisanie przeznaczenia systemu sakw. Mówią tylko, że ich bagaż jest „przeznaczony do motocykli enduro i terenowych” -> WIĘCEJ TUTAJ
  • Mosko Moto jest bardziej dokładne: „Sakwa Backcountry to nasz flagowy produkt, przeznaczony do długodystansowych wypraw turystycznych, ostrej jazdy w stylu enduro i biwakowania z motocyklem. To system dla osób podróżujących na duże odległości i ludzi żyjących z motocykli. Przewodnicy, instruktorzy i podróżnicy RTW.” -> WIĘCEJ TUTAJ

 

Przekażemy Ci tutaj naszą opinię, po podróżowaniu z obydwoma systemami miękkiego bagażu. Te systemy nie zostały nam przekazane w celu promocji lub sponsoringu: nie lukrujemy naszej opinii, piszemy to co myślimy. Najpierw kupiliśmy sakwy motocyklowe Givi Canyon, bo nie było nas stać na sakwy Mosko Moto 😉 Potem zainwestowaliśmy pełną kwotę w Mosko Moto, ałć!

sakwy motocyklowe givi grt709
sakwy motocyklowe mosko moto backcountry

 

 

SYSTEMY MOCOWANIA

Jak mocowane są sakwy do motocykla?

 

Obaj producenci stosują podobny system mocowania sakw do bagażnika motocyklowego. Nylonowa lub plastikowa płyta jest przymocowana do stalowego stelaża za pomocą uchwytów i śrub. Oba systemy są równie łatwe w montażu.

 

mocowanie sakwy motocyklowej
mocowanie sakwy motocyklowej

 

Givi 3/10: Wykorzystuje plastikowe elementy mocującej i mniejsze śruby niż Mosko Moto. Givi używa płyty z twardego plastiku, na której sakwa wsuwa się i blokuje w płycie mocującej za pomocą 4 haczyków. Chociaż elementy złączne są plastikowe, w naszym przypadku nie pękły.

Niestety z czasem plastikowa płytka z tyłu sakwy, haczyki i płytka przymocowana do bagażnika zużywa się. Zużycie jest spowodowane m.in. brudem i wibracjami. Oznacza to, że między płytą mocującą a sakwą nie ma już idealnego dopasowania. W rezultacie sakwy grzechoczą. Nie ma jednak szans na wypadnięcie sakwy, gdyż dodatkowo istnieje możliwość jej zakotwiczenia od góry dzięki metalowemu mechanizmowi blokującemu.

 

Mosko Moto 10/10: nylonowa płyta jest gruba i ma większą wytrzymałość niż w przypadku sakw Givi Canyon. Płytka mocująca jest przymocowana do bagażnika motocyklowego za pomocą metalowych łączników (nie plastikowych). Te elementy mocujące idealnie pasują do stelaży KTM 790 lub KTM 690. Sakwa wsuwa się na płytę mocującą i jest idealnie dopasowana. Po przejechaniu 30 000 km w każdym terenie nie ma absolutnie żadnych śladów zużycia. Sakwy motocyklowe nadal pasują jak pierwszego dnia i są bardzo dobrze dopasowane. Nic nie grzechocze.

 

 

 

BLOKOWANIE SAKW NA MOTOCYKLU

Jeśli obawiasz się, że Twoje sakwy motocyklowe mogą zostać skradzione.

 

Givi & Mosko Moto 10/10: Oba systemy sakw wykorzystują nieco inne koncepcje, ale oba działają zgodnie z ich przeznaczeniem.

 

Givi ma zamek i klucz, który obraca metalową płytkę pod kątem 90 stopni, aby zablokować sakwę na płycie mocującej. Nie zapomnij założyć osłony przeciwpyłowej na zamek, jeśli nie chcesz, aby mechanizm blokujący się zaciął.

Mosko Moto używa małej metalowej płytki z własnym mechanizmem do zakotwiczenia sakwy na miejscu. Jest elegancki i prosty. Jeśli potrzebujesz zablokować sakwy na motocyklu, musisz jednak założyć małą kłódkę. My zamiast kłódek stosujemy opaski zaciskowe 🙂

 

 

CZY SAKWY SĄ WODOSZCZELNE?

Każdy chce wiedzieć, czy miękki, tekstylny bagaż naprawdę jest wodoodporny. Nie chcesz mieć przemoczonych ubrań albo śpiwora na koniec dnia jazdy.

 

Givi 9/10: Z sakwami Canyon można jeździć w ulewnym deszczu, śniegu lub w błocie. Są całkowicie wodoodporne: nasze rzeczy nigdy nie były nawet wilgotne.

Jednak sakwy zostały zamontowane w KTM 690 Enduro R, który ma tylny zbiornik paliwa. Po upuszczeniu motocykla na sakwę rozlała się niewielka ilość paliwa. Wszystko wewnątrz sakwy przesiąkło zapachem benzyny… Aby pozbyć się większości zapachu, musieliśmy kilkakrotnie wyprać wewnętrzną wyściółkę sakwy (i wszystko co było w środku) silnymi detergentami. Wniosek: wewnętrzna wyściółka sakwy łatwo przesiąkła zapachem paliwa. Jeśli jednak Twój motocykl nie ma tylnego zbiornika paliwa lub jeśli nigdy nie wrzucasz paliwa do bagażu, nie będzie to stanowiło problemu.

 

Mosko Moto 10/10: wodoodporny, odporny na błoto, paliwo, bomby i prawdopodobnie wszystko. W 100% zatwierdzamy jakość!

 

 

MODUŁOWOŚĆ GIVI VS. MOSKO MOTO

Jak łatwo dopasować sakwę do naszych specyficznych potrzeb poprzez doczepianie lub zdejmowanie kieszeni lub innych elementów mocujących.

 

Givi 7/10: Givi pisze, że mają system MOLLE, który pozwala kierowcy na dodanie do sakwy następujących elementów: „M.O.L.L.E. zapięcia (4 paski z kółeczkami Double-D, 4 paski elastyczne, 2 haczyki uniwersalne)”. To, czego Givi nie mówi o swoich sakwach motocyklowych typu adventure, to fakt, że przedmioty, które ci dają, są w rzeczywistości wykonane z cienkiego plastiku. W rzeczywistości wygląda to na mało trwałe elementy. Elementy MOLLE dostarczane z systemem sakw Givi Canyon są w związku z tym mało użyteczne w motocyklowych podróżach terenowych. Sakwy Givi Canyon nie mają dodatkowej modułowości. Na torbach są paski MOLLE, więc prawdopodobnie możesz użyć elementów MOLLE do przymocowania do nich. Choć naszym zdaniem sakwy Canyon naprawdę tego nie potrzebują dzięki zintegrowanym kieszeniom z przodu i z tyłu.

Kieszenie przednie i tylne sakw Canyon są wygodne, łatwe w użyciu i mają odpowiedni rozmiar. Są rozwiązaniem, które wybrało Givi zamiast kieszeni MOLLE sprzedawanych osobno przez Mosko Moto. Zarówno przednie, jak i tylne kieszenie są wyposażone w wyjmowane wodoodporne torby. Torby te są wykonane z tego samego materiału co wewnętrzna wyściółka sakwy i są wodoodporne. Sakwa i kieszenie dobrze się pakują i dają się łatwo skompresować. Materiał łatwo się zwija, aby zapiąć sakwę. Nie musisz też wydawać dodatkowej gotówki, aby mieć te kieszenie.

 

Mosko Moto 10/10: Mają system MOLLE i działa on idealnie. Potrzebujesz go do rozszerzenia zakresu użytkowania sakwy (za dodatkowe pieniądze). Nie ma tu tanich rzeczy, ale dostajesz to, za co płacisz. Podoba nam się możliwość wykorzystania kieszeni na bukłak – kieszeń ma mały otwór na dole, który to umożliwia. Te szczegóły pokazują, ile przemyśleń włożono w zaprojektowanie systemu.

System sakw Backcountry jest naprawdę modułowy, a ludzie, którzy go zaprojektowali, wiedzieli, co robią.

 

 

CO SIĘ STANIE, JEŚLI UPADNIESZ?

Na pewno chcesz wiedzieć, czy Twój system bagażowy potencjalnie przetrwa rozlanie paliwa i uszkodzenia przy upadku.

 

Każdy upadek jest inny. Istnieje wiele rodzajów nawierzchni i czynników, które wpływają na potencjalne uszkodzenia, gdy motocykl upadnie.

Zaliczyliśmy upadku na drogach szutrowych z obydwoma systemami sakw. Tak, zdarzało się to przy różnych okazjach, w różnych krajach, przy różnych prędkościach itp. Nie jest to oczywiście wynik eksperymentów naukowych! Nie mierzyliśmy prędkości, charakterystyk skał, kątów, nie powtarzaliśmy eksperymentów itp. Upadaliśmy na szutrze, na zakrętach, sprawdzaliśmy uszkodzenia i oto co myślimy.

 

Givi 9/10: Za przykład weźmy jeden z upadków na drodze szutrowej. Motocykl poruszał się z maksymalną prędkością 30-35 km/h.

Uszkodzenia: małe nacięcia w tkaninie sakwy. Całość sakwy była nienaruszona. Pamiętamy, że byliśmy zaskoczeni, że nie było więcej uszkodzeń. Chociaż sakwy odpadły od płyty mocującej, po upadku pozostały na sakwach jedynie małe nacięcia. 

 

Mosko Moto 10/10: Za przykład posłuży nam jeden z upadków podczas wychodzenia z zakrętu na głębokim, sypkim, świeżym szutrze. Jechaliśmy z prędkością prawdopodobnie 30 km/h.

Uszkodzenia: po dreszczyku emocji i ślizgu umyliśmy sakwę Backcountry, aby ją sprawdzić. Ku naszemu zaskoczeniu była jak nowa! Nie mamy pojęcia, z jakich materiałów wykonane są sakwy motocyklowe Mosko Moto, ale są naprawdę dobre.

 

 

TRWAŁOŚĆ GIVI I MOSKO MOTO

Jak długo system bagażowy będzie działał, zanim pokaże oznaki zużycia.

 

Givi 3/10: Jeden największych problemów jaki znaleźliśmy w tych sakwach: sakwy Canyon mają metalową rurkę w górnej części każdego mocowania. Ta metalowa rurka ma zapobiegać rozciągnięciu się zewnętrznej tkaniny w miejscu, w którym są przymocowane do rogów plastikowej płytki z tyłu sakwy. Ale jednocześnie ta metalowa rurka wrzyna się w tkaninę. Po trzech tygodniach naszej pierwszej podróży z tymi sakwami musieliśmy użyć taśmy klejącej, aby zapobiec wysunięciu się rurki… !

 

Tak, sakwy nie są złe, ale ten punkt zdecydowanie na minus. Widać tu efekty użycia tańszych materiałów. Przy przetarciu materiału przez rurkę, możesz nadal używać sakw, ale upewnij się, że masz pod ręką taśmę klejącą. Będziesz tego potrzebować. Musisz też uważać aby rurki nie wysunęły się całkowicie.

Jak wspomnieliśmy wcześniej, problemem jest również zużycie między płytą mocującą przymocowaną do bagażnika a sakwą.

 

Mosko Moto 10/10: System wygląda i działa jak pierwszego dnia.

sakwy motocyklowe zużycie
Givi Canyon sakwy motocyklowe

 

 

ŁADOWNOŚĆ

Czy będziesz w stanie zabrać to, czego potrzebujesz podczas podróży?

 

Givi 6/10: Givi nie wspomina o maksymalnym obciążeniu na swojej stronie internetowej. Sprzedawca Louis.eu twierdzi jednak, że maksymalna waga każdej sakwy to 5 kg na sakwę WIĘCEJ INFORMACJI TUTAJ.

 

Używaliśmy tych sakw na wyprawach, także kempingowych, które zakładamy, że pasują do szerokiego „przygodowego” opisu systemu sakw. Zawsze ważymy torby przed wyruszeniem w dłuższą podróż i zwykle pakujemy nie więcej niż 7 kg na sakwę. Załadowaliśmy jednakowo sakwy Givi Canyon i Mosko Moto Backcountry. Canyon wykazuje wyraźne ślady zużycia z 3-4 mm luzem między płytą mocującą a workiem.

 

Mosko Moto 10/10: System Backcountry jest nadal jak nowy. Prawdopodobnie nie muszą wskazywać maksymalnej wagi, a przynajmniej nie mogliśmy jej znaleźć. Sakwy są niezwykle mocne, a nasze doświadczenie sugeruje, że Mosko Moto przewiezie to, co zapakujesz.

Mosko Moto sakwy motocyklowe
sakwy motocyklowe mocowanie

 

 

REGULACJE WYSOKOŚCI 

 

Zarówno Givi, jak i Mosko Moto stosują to samo rozwiązanie: regulację położenia płytki mocującej w pionie. Naszym zdaniem oba systemy działają dobrze. W każdym razie, po dostosowaniu, nigdy więcej na to nie spojrzeliśmy. To mówi samo za siebie 😉

 

 

CZAS DECYZJI: GIVI VS. MOSKO MOTO

 

Jeśli zostałeś z nami do tej pory, wiesz, w którą stronę bije nasze serce i dlaczego… Sakwy motocyklowe Backcountry działają dokładnie tak, jak reklamuje je Mosko Moto. To świetny produkt, który będzie działał bez zarzutu przez lata. Jednak cena może niektórych przestraszyć 😉 Ale jeśli dużo jeździsz i możesz sobie na nie finansowo pozwolić, są  warte każdego grosza. Prawdopodobnie nigdy później nie kupisz żadnej innej marki.

Jeśli masz mniejszy budżet. Jeśli jeździsz sporadycznie. Jeśli chcesz mieć sakwy, które wykonają swoją pracę i mogą żyć z niedociągnięciami, to Givi Canyon nie jest złym systemem i z pewnością jest bardziej przystępny cenowo.

Słyszeliśmy, jak niektórzy opisywali Givi Canyon jako tani odpowiednik sakw Mosko Moto Backcountry. Po przetestowaniu obu musimy zgodzić się z tą opinią. Jesteśmy pewni, że Givi, będąc marką globalną, tworzy świetne produkty. Jednak system miękkiego bagażu Canyon mógłby być naprawdę lepszy. Ogólny projekt jest całkiem niezły (prawdopodobnie przyjrzeli się temu, co robi Mosko Moto), ale szkoda, że ​​poszli na skróty z materiałami.

 

 

GDZIE KUPIĆ MOTOCYKL MIĘKKI BAGAŻ

 

  • Sakwy Givi można znaleźć w większości internetowych sklepów z wyposażeniem motocyklowym
  • Mosko Moto nie prowadzi sprzedaży za pośrednictwem sprzedawców detalicznych. Zamawiasz bezpośrednio z ich strony internetowej, również w Europie: https://moskomoto.eu

 

 

Jak zaplanować wyprawę motocyklową – skuteczne darmowe narzędzia

Jak zaplanować wyprawę motocyklową – skuteczne darmowe narzędzia

Jak zaplanować wyprawę motocyklową – skuteczne darmowe narzędzia

Podróż motocyklem to wolność! Zaczynając podróże motocyklowe, nie wskoczyliśmy od razu na głęboką wodę. Podróż za podróżą uczyliśmy się nowych sztuczek i zdobywaliśmy doświadczenie, aby czerpać jak najwięcej radości z jazdy i mieć jak najmniej zmartwień. Powoli planowaliśmy coraz dalsze i coraz śmielsze wyprawy. Uwierz, kiedy mówimy, że mimo tego, niektórych lekcji doświadczyliśmy na własnej skórze i nie były one przyjemne! Dla wielu jazda na motocyklu wiąże się z pewną ideą wolności, przygody, odkrywania itp. Aby doświadczyć tego bez stresu, trzeba z góry wykonać pewną ciężką pracę. Kluczem do udanej podróży jest wiedzieć, jak zaplanować wyprawę motocyklową z wyprzedzeniem, aby później wycisnąć z niej jak najwięcej kosztem minimalnego stresu.

 

Mądre planowanie jest bezpłatne

Podczas wypraw motocyklowych w pojedynkę nauczysz się – czasami w bolesny sposób – jak lepiej się przygotować następnym razem. Utknięcie na 10 dni w San Pedro de Atacama w oczekiwaniu na wysprzęglik może być drogie i nudne, choć znośne. Najprawdopodobniej w chwili, gdy będziesz potrzebować jednak 24 godzin na wykopanie motocykla z błota na odległej trasie w Boliwii, w końcu zdasz sobie sprawę, że mniej kłopotliwa podróż jest warta zaawansowanego planowania i ciężkiej pracy przed wyjazdem! Mamy dobrą wiadomość: więcej radości z jazdy nic nie kosztuje, wymaga jedynie odpowiedniego przygotowania.

 

jak zaplanować wyprawę motocyklową

 

Przeprowadź szczegółowy research

To jedna z najprzyjemniejszych części przygotowań do wyjazdu. Rozpocznij od Map Google, przeszukaj internet w poszukiwaniu artykułów, historii z podróży, blogów wspinaczkowych, czy rowerowych w poszukiwaniu interesujących wskazówek lub niezwykłych rzeczy do zobaczenia. W ten sposób możesz natknąć się na miasta-widma, nawiedzone cmentarze, rozbite samoloty na środku pustyni, fantastyczne opuszczone miejsca i mnóstwo spektakularnych krajobrazów, które sprawią, że każda podróż będzie jeszcze bardziej niezapomniana. Jeśli zależy Ci na zobaczeniu 10 najpopularniejszych miejsc turystycznych na danym obszarze, przewodnik Lonely Planet będzie do tego wystarczający. Jeśli jednak chcesz odkryć bardziej odległe i mniej znane miejsca, musisz wcześniej przeprowadzić odpowiedni research.

Zobacz kilka takich naszych wyjazdów TUTAJ i TUTAJ

 

wyprawy motocyklowe po Ameryce Poludniowej

 

Niektóre bezpłatne narzędzia do planowania podróży

MapsMe to świetne narzędzie do oznaczania wszystkich ścieżek, dróg, lokalizacji itp., które zidentyfikujesz podczas swoich badań. Po zapisaniu wszystkich miejsc, które lubisz i chciałbyś zobaczyć, kolejnym intrygującym etapem jest próba połączenia tych kropek z tym, co wygląda jak najbardziej malownicze drogi lub ścieżki. W tym celu możesz polegać również na Mapach Google, chociaż zawsze pamiętaj, że te aplikacje nigdy nie są idealne i zawierają błędy. Dlatego dobrym rozwiązaniem byłoby zawsze mieć drugą aplikację do tworzenia kopii zapasowych i planu B.

Link do MapsMe możesz znaleźć tutaj: https://maps.me

 

Basecamp to program do tworzenia tras dostarczany przez firmę Garmin. Czasami jest niesprawiedliwie postrzegany jako trudny w użyciu. Basecamp ma przydatne samouczki wideo, dzięki którym możesz zacząć w mgnieniu oka. YouTube ma również wiele filmów pokazujących przykłady z życia. Odrobina cierpliwości wynagrodzi Cię bardzo przydatnym narzędziem, które z pewnością znacznie ułatwi planowanie podróży motocyklowych. Możesz również zainstalować na nim Open Street Maps (patrz poniżej).

Bezpłatne pobieranie jest dostępne tutaj: https://www.garmin.com/en-US/software/basecamp/

 

W przypadku planowania tras szosowych w Europie łatwiejszym narzędziem byłby ViaMichelin (https://www.viamichelin.com). Ma ciekawe funkcje, takie jak podświetlenie malowniczych dróg i łatwe do znalezienia punkty serwisowe. Aby zobaczyć podświetlone fragmenty, które wskazują malownicze drogi, po prostu przewiń do interesującego Cię obszaru.

 

Dostępnych jest wiele innych aplikacji planowania tras, bezpłatnych lub płatnych. Proste wyszukiwanie w Google zwróci wiele stron wyników. W tym artykule znajdziesz podstawowe i często wystarczające, łatwe w użyciu, i całkowicie darmowe rozwiązania, które działają i pomagają skutecznie zaplanować wyprawę motocyklową.

 

motorcycle trip to South America

 

Poeksperymentuj z opcjami routingu

Oto fajna wskazówka: przełączaj się między opcjami nawigacji rowerowej w MapsMe, Mapach Google lub Basecamp. Czasami pojawiają się wcześniej nie widziane odcinki dróg i ścieżek, co daje interesujące opcje wyznaczania trasy!

 

Planowanie postojów na paliwo i potencjalnych przeszkód

Podczas wyszukiwania nowych odległych i nieoczywistych tras dobrym pomysłem jest również skorzystanie z widoków satelitarnych na mapach Google. Pozwoli ci to zorientować się, czy dana trasa będzie możliwa do pokonania – lub czy potencjalne przeszkody (na przykład nieprzejezdne sezonowo przeprawy rzeczne) mogą sprawić, że będzie to zbyt niebezpieczne lub niemożliwe. Sprawdzanie odległości między postojami na tankowanie również działa świetnie z MapsMe. W ten sposób dowiesz się, czy musisz wozić dodatkowe paliwo. Kolejną fajną funkcją tej aplikacji jest możliwość szybkiego sprawdzenia profilu wysokości niektórych odcinków trasy: przełączanie z trybu samochodowego na rowerowy lub pieszy powoduje pojawienie się profilu wysokości.

 

jak zaplanować wyprawę motocyklową

 

Zapisz lokalizacje punktów serwisowych

Jesteśmy przekonani, że nie chcesz się tego nauczyć na własnej skórze. Pamiętaj więc, że kiedy jedziesz do kraju, w którym odległości są znaczące, warto dokładnie zweryfikować punkty serwisowe motocykli, naprawy, części, lokalizacje opon itp. Przecież nie chcesz ciągnąć zapasowych opon lub filtrów przez tysiące kilometrów. Przed podróżą należy zapisać wszystkie te lokalizacje w MapsMe i GPS, wraz ze stronami internetowymi i danymi kontaktowymi tych lokalizacji. Dobre przygotowanie może zaoszczędzić mnóstwo gotówki, czasu, wysiłku i frustracji w drodze. Na przykład, jeśli wiesz, że żywotność Twojej tylnej opony wynosi około 6000 km – zaplanuj trudną trasę, aby dotrzeć do miejsca, w którym wiesz, że będzie odpowiednia opona. Nie trać czasu ani energii na zmartwienia.

Pamiętaj także, że wszelkie urządzenia elektroniczne są zawodne. W dalekich zakątkach świata nie zawsze też znajdziesz prąd. Przygotuj sobie zatem i miej zawsze pod ręką także analogową wersję wszystkich niezbędnych informacji!

 

jak zaplanowac wyprawe motocyklowa

 

Open Street Maps vs. Garmin

W przypadku nawigacji i planowania podróży motocyklowych doskonałym wyborem jest Open Street Maps (OSM). Sugerujemy to narzędzie, ponieważ dla nas osobiście OSM jest znacznie bogatszy niż na przykład dobrze znany Garmin. Należy jednak pamiętać, że wyznaczanie tras w miastach może czasami być nieprawidłowe. Naszym zdaniem dodatkowe funkcjonalności w OSM przeważają nad potencjalnymi niedociągnięciami. OSM jest również bezpłatne! Możesz pobrać swoje mapy na przykład tutaj: http://garmin.openstreetmap.nl. Opcja “generic routable (new style)” daje dobre wyniki dla wytyczania tras. Instalacja map w Twoim GPS, jeśli go używasz, jest bardzo łatwa.

Open Street Maps to wynik wspólnego projektu, w ramach którego stworzono bezpłatną, edytowalną mapę świata. Format używany przez Open Street Map jest zgodny z urządzeniami GPS, takimi jak Garmin. Ponieważ Open Street Maps uwzględnia dane użytkowników, zawiera bogactwo informacji niedostępnych na zastrzeżonych mapach. Jakość danych jest czasami różna, ale uważamy, że stanowią one doskonałą podstawę do planowania podróży motocyklowych i jazdy: te mapy można przesłać na urządzenie GPS, a także wykorzystać w programach wyznaczania tras, takich jak Basecamp.

Z drugiej strony mapy Garmina to mapy zastrzeżone. Mapy te są sprzedawane przez firmę Garmin, zwykle z subskrypcją, która umożliwia użytkownikom uzyskiwanie aktualizacji. Są one zwykle przeznaczone głównie do podróży po drogach i mają według nas sporo ograniczeń w związku z tym.

 

jak zaplanować wyprawę motocyklową

 

Terenowe trasy motocyklowe w Europie

Jeśli Twoim celem jest Europa, istnieje świetne narzędzie – https://transeurotrail.org To świetny punkt wyjścia do eksperymentowania z tymi wszystkimi darmowymi narzędziami do zbudowania własnej przygody w terenie.

 

 

Mądre planowanie może być całkowicie bezpłatne i może być przyjemną częścią przygotowań do wyprawy motocyklowej. To z pewnością pomoże w maksymalnym wykorzystaniu cennego czasu wakacji i zamieni każdą podróż motocyklową w przygodę. Przy odrobinie praktyki będziesz w pełni biegle posługiwać się bezpłatnymi narzędziami wymienionymi w tym artykule. Życzymy niezliczonych dużych i małych odkryć podczas następnych przejażdżek!

Wyprawy motocyklowe, transport i szkolenia z MotoBirds. Poznaj nas.

Wyprawy motocyklowe, transport i szkolenia z MotoBirds. Poznaj nas.

Wyprawy motocyklowe, transport i szkolenia z MotoBirds. Poznaj nas.

Wyprawy motocyklowe po Polsce i nie tylko, transport motocykli i innych pojazdów oraz szkolenia motocyklowe dla każdego. Niezależnie od tego, czy znasz MotoBirds, czy jesteś tu po raz pierwszy, chcemy przybliżyć Ci strukturę naszej działalności.

Na przestrzeni ostatnich kilku lat na tyle się rozwinęliśmy, że zdarza się, iż osoby, które są z nami dłużej, znają MotoBirds jedynie z części tego co robimy. Bywają więc zaskoczone odkrywszy nową (dla nich) gałąź naszej działalności. A wachlarz opcji ciągle się powiększa! Zaczynaliśmy od wypraw motocyklowych dla kobiet jednocześnie organizując wyprawy motocyklowe po Ameryce Południowej i Azji. To właśnie z nimi przede wszystkim wiele osób nas kojarzy, ale to nie wszystko!

 

 

MotoBirds powstało z potrzeby realizacji marzeń na własnych zasadach. 

 

Zawsze fascynowały nas motocykle i podróże, ale najbardziej lubimy łączyć obie pasje. Przez wiele lat jeździliśmy na wyprawy motocyklowe po całym świecie, a od 2013 roku nasza pasja stała się również naszą pracą. Lata praktyki pomogły nam w organizacji wyjazdów na najwyższym poziomie. Fakt, że za całym przedsięwzięciem od początku stała kobieta – Aleksandra Trzaskowska, okazał się dodatkowym atutem. Osoba, która zawsze świetnie odnajdywała się w męskim, motoryzacyjnym świecie, wniosła do niego nowy, kobiecy punkt widzenia. To właśnie Aleksandra w 2016 roku zapoczątkowała projekt niepowtarzalnych kobiecych wyprawy motocyklowych “Tylko dla Orlic”, który nieprzerwanie rozwijamy do dziś. Od 2017 roku, pod marką MotoBirds organizujemy wyprawy motocyklowe zarówno dla motocyklistek, jak i motocyklistów.

 

Kto najczęściej korzysta z usług MotoBirds?

 

Nasze usługi skierowane są zarówno do MOTOCYKLISTEK (PAŃ), jak i MOTOCYKLISTÓW (PANÓW) oraz posiadaczy nie tylko MOTOCYKLI, ale i QUADÓW oraz POJAZDÓW 4X4. Zdarza się, że błędnie się nas identyfikuje z firmą świadczącą usługi tylko dla kobiet. Od kobiecych wypraw zaczynaliśmy kilka lat temu i projekt “Tylko dla Orlic” rozwijamy do dziś. Jednakże już w pierwszym roku naszej działalności w organizowanych przez nas pozostałych wyjazdach uczestniczyło całkiem sporo Panów. Stanowili oni także zdecydowanie przeważającą część wśród osób, które korzystały z usług transportu motocykli.

 

W jakim zakresie poszczególne grupy osób mogą skorzystać z usług MotoBirds?

 

  •  Wycieczki motocyklowe po Polsce w ramach projektu “Poznaj Polskę z MotoBirds” – dla WSZYSTKICH
  •  Wyprawy motocyklowe dla kobiet „Tylko dla Orlic” – czyli imprezy TYLKO DLA KOBIET
  •  Wyprawy motocyklowe MotoBirds – dla WSZYSTKICH
  •  Wyprawy na zamówienie, szyte na miarę – dla WSZYSTKICH
  •  Transport motocykli, quadów, samochodów 4×4 – dla WSZYSTKICH
  •  Szkolenia mechaniczne dla kobiet „Tylko dla Orlic” – szkolenia TYLKO DLA KOBIET
  •  Szkolenia motocyklowe z techniki jazdy dla kobiet „Tylko dla Orlic” – szkolenia TYLKO DLA KOBIET

 

 

Wyprawy motocyklowe, wycieczki i ekspedycje 😉 Oto oferta MotoBirds wypraw motocyklowych po Polsce, Europie i dalekich zakątkach świata.

 

Wycieczki po Polsce w ramach projektu “Poznaj Polskę z MotoBirds” – zapraszamy zarówno MOTOCYKLISTKI, jak i MOTOCYKLISTÓW.

Od sezonu 2021 rozpoczynamy nowy projekt, w ramach którego chcemy pokazać Ci najciekawsze zakamarki Polski. Znamy wspaniałe szlaki i nietuzinkowe zabytki. Chcesz lepiej poznać swój kraj albo dopiero zacząć odkrywać Polskę? Ten program jest dla Ciebie! Przyszykowaliśmy12 wydłużonych weekendów, podczas których będziemy poznawać różne rejony Polski. Dla osób, które wezmą udział w całym cyklu lub w co najmniej jego połowie mamy prezent!

 

 

Kobiece wyprawy motocyklowe – czyli nasz projekt „Tylko dla Orlic

W ramach projektu „Tylko dla Orlic”, motocyklistki mogą pojechać z nami na wyprawy motocyklowe w ściśle kobiecym gronie. Wyprawy mają różny stopień trudności i są organizowane w różnych częściach świata, w tym w Polsce. Nieważne jak długo jeździsz na motocyklu i jak bardzo jesteś zaawansowana lub początkująca, wśród naszych propozycji na pewno znajdziesz coś dla siebie. Czujesz się swobodniej w damskim towarzystwie? Zapraszamy!

 

 

Wyprawy motocyklowe MotoBirds dla KAŻDEGO

Zarówno Panie, jak i Panowie, mogą wziąć udział we wszelkich pozostałych wyprawach organizowanych przez MotoBirds. W tym przypadku w ekipie wyjazdowej spotkać można zarówno Panie, jak i Panów. Staramy się, aby wśród naszych propozycji każdy znalazł coś interesującego, odpowiadającego jego potrzebom i możliwościom. Niezależnie od tego czy jesteś kobietą, czy mężczyzną, na jakim motocyklu jeździsz, czy lubisz asfalt, czy teren, jazdę solo, czy z pasażerem, w naszej ofercie znajdziesz coś dla siebie. Od 2021 poza wyprawami w dalekie zakątki świata, prężnie działamy także w ramach Europy i omówionej wcześniej Polski.

Wyprawy motocyklowe Ameryka Poludniowa

 

 

Wyprawy na zamówienie, szyte na miarę – dedykowane każdemu podróżnikowi, zarówno MOTOCYKLISTKOM, jak i MOTOCYKLISTOM

Masz “wyprawowe marzenie”, ale nie wiesz jak się zabrać do jego realizacji? Tu wkraczamy My! Wedle Twoich wskazówek zaproponujemy Ci trasy, atrakcje i hotele, a także doardzimy kiedy najlepiej wybrać się w podróż w danym kierunku. Zorganizujemy Ci na miejscu motocykl (jeśli trzeba), samochód wsparcia, a także przewodnika. Przygotujemy także tracki. Ty decydujesz jak Twoja wymarzona podróż ma wyglądać – my zajmujemy się jej przygotowaniem i zorganizowaniem.

Wyprawy motocyklowe Ameryka Południowa

 

 

Wyprawy motocyklowe Self-Guided dla KAŻDEGO

Chcesz zwiedzić najciekawsze zakątki świata, ale nie lubisz jeździć w zorganizowanej grupie? Interesują Cię sprawdzone szlaki i atrakcje, ale chcesz wszystkiego posmakować sam albo w gronie swoich przyjaciół? Na wycieczkach nie potrzebujesz przewodnika i sam potrafisz się odnaleźć w trudnych sytuacjach? Ten program jest dla Ciebie! Przygotujemy dla Ciebie tracki. Podpowiemy jakie miejsca zwiedzić i czego na pewno nie możesz ominąć. Zorganizujemy noclegi. A jeśli będzie trzeba także samochód wsparcia.

Wyprawy motocyklowe Ameryka Południowa
Wyprawy motocyklowe Ameryka Południowa

 

 

Transport motocykli, quadów, samochodów 4×4 – dla WSZYSTKICH

 

Transporty pojazdów na indywidualne zamówienie oraz zgodnie ze stałym grafikiem.

Osobom pragnącym podróżować samodzielnie, proponujemy kompleksową usługę transportu motocykli do wymarzonego miejsca podróży. My zajmujemy się wszystkim: pakowaniem, przygotowaniem transportu, transportem, odprawami celnymi – Ty lecisz na miejsce, odbierasz sprzęt z magazynu i ruszasz w podróż. Wszystko jasne i przejrzyste.

W ramach naszych usług transportowych oferujemy tzw. transporty stałe, czyli w określonych przez nas datach do wybranych przez nas miejsc (lista takich transportów jest dostępna w linku poniżej) oraz transporty indywidualne, przygotowywane na zmówienie.

Nie pasują Ci nasze terminy? Chcesz pojechać w inne miejsce? Nie ma problemu! Zorganizujemy transport w czasie, który Ci odpowiada, do miejsca, które wybierasz Ty lub najbliższego możliwego. Transportujemy pojazdy po całym świecie, w tym po Europie. W zależności od destynacji korzystamy z transportu lądowego, morskiego lub lotniczego. Motocykle pakujemy w specjalnie przygotowane przez nas metalowe klatki lub robione na zamówienie skrzynie. Twój motocykl zawsze pozostaje zabezpieczony.

 

 

Szkolenia motocyklowe z zakresu mechaniki pojazdowej oraz techniki jazdy, to oferta, która pojawiła się w MotoBirds w roku 2020. W tym roku kierujemy ją głównie do Pań.

 

Szkolenia motocyklowe z techniki jazdy Tylko dla Orlic

Ten projekt cieszył się dużym powidzeniem od samego początku, dlatego wspólnie z naszymi partnerami (Strefa Enduro, ProEnduro, California Superbike School) postanowiliśmy kontynuować ten projekt dedykowanymotocyklistkom. Gwarantujemy naukę w kameralnych grupach i w damskim gronie. Na każdym ze szkoleń dbamy, aby cały proces nauki przebiegał w bezstresowej i przyjaznej atmosferze. Dziewczyny wspierają się nawzajem i motywują, co bardzo pomaga i ułatwia pokonywanie kolejnych barier. My po prostu wiemy, co kobitkom trzeba – to damska część zespołu zajmuje się w 100% tym projektem i same przechodziłyśmy przez cały proces nauczania. Wiemy jakie są kobiece mocne strony, a z czym miewamy większe problemy i potrafimy to dobrze wpleść w proces nauczania. Do wyboru mamy szkolenia zarówno z jazdy offroadowej, jak i asfaltowej. W różnych miejscach Polski i na różnych poziomach zaawansowania.

 

Szkolenia mechaniczne Tylko dla Orlic

W tym projekcie naszym partnerem jest Stajnia Motocyklowa. Na specjalnie przygotowanych dla Pań szkoleniach nauczamy podstaw mechaniki motocyklowej, tego jak przygotować motocykl do sezonu, na co zwracać uwagę przy serwisowaniu, jak dbać o maszynę i jak radzić sobie w przypadku awarii. Te, jak wiemy, lubią zdarzać się także w najmniej oczekiwanych momentach i szczególnie w podróży potrafią popsuć humor. Dlatego też dodatkowo oferujemy szkolenie podróżnicze, aby panie wiedziały jak sobie poradzić ze sprzętem w trasie zanim da się dotrzeć do najbliższego mechanika. Oba szkolenia, to duża dawka wiedzy teoretycznej i praktycznej, podana w przystępny sposób.

szkolenia motocyklowe dla kobiet
szkolenie doskonalenia jazdy szosowej

Rozstrzygnięcie konkursu !!!

Rozstrzygnięcie konkursu !!!

Rozstrzygnięcie konkursu !!!

Od grudnia 2020 do połowy lutego 2021 można było dzielić się z nami na naszym profilu na Facebooku historią wyprawy motocyklowej, która nie odbyła się w minionym roku (wszyscy wiemy dlaczego…). Skala zainteresowania i ilość uczestników przerosły nasze oczekiwania i chcemy wszystkim bardzo podziękować za masę świetnych historii 😍 Czytaliśmy wszystkie z zapartym tchem i długo zastanawialiśmy się jak poradzimy sobie z wyborem. I choć zwycięzców mogło być jednak tylko 3 to postanowiliśmy dodatkowo wyróżnić dwie osoby 😃 Nagradzaliśmy kreatywność, pasję, zaangażowanie oraz poczucie humoru!
 
Opowiedz nam o Twojej wyprawie motocyklowej 2020 roku, która… się nie odbyła! Zainspiruj nas swoją wizją!

 

Tak brzmiało hasło konkursowe 😃
Wyniki zostały ogłoszone podczas LIVE, który odbył się na naszym profilu na Facebooku w dniu 16.02 z udziałem ekipy Stajni Motocyklowej którzy byli partnerami tego konkursu oraz Odety Moro.

 

 

Zachętą do udziału w naszej zabawie były atrakcyjne nagrody

🔹 komplet opon marki Bridgestone;
🔹 udział w roku 2021 w wybranym przez Uczestnika szkoleniu z oferty Stajni Motocyklowej
🔹 podstawowy przegląd motocykla przed wyprawą w Stajni Motocyklowej w umówionym terminie w 2021 roku;
🔹 7% rabatu na wybraną przez Uczestnika wycieczkę lub transport motocykla z oferty Moto Birds na rok 2021 opublikowanej na stronie www

 

Poniżej prezentujemy listę wszyskich nagrodzonych wraz z ich zwycięskimi historiami. Polecamy tę lekturę!

 

MIEJSCE III – Monika Śmiłek

MIEJSCE II – Łukasz Smile

MIEJSCE I – Maciej Komorowski

 

WYRÓŻNIENIA

– Marzena Zelak

– Krzysztof Grupka

 

 

MACIEJ KOMOROWSKI – Miejsce I

 

„Los jednemu da aż nadto, a drugiemu wydrze oczy”.
Tak przewrotnie powiedzieć można o miejscach, które proponuję odwiedzić na Pomorzu Zachodnim. Każde z nich jest piękne, majestatyczne lub tajemnicze i jest dokumentem swoich czasów. Część z nich „walczy” obecnie o przetrwanie, część po renowacji stanowi miejsce odwiedzane przez dziesiątki osób. Poniższa „relacja” stanowi zapis dwudniowego wyjazdu jaki NIE odbył się w tym roku. W drogę! Niestety nie wystartowałem z Poznania, omijając A2 i S3, wybierając tzw. „boki” – Puszczę Notecką z jej DW133 i dalej Pałac w Mierzęcinie. Google i przewodniki podpowiadały, żeby udać się przez Barlinek, czego nie uczyniłem… Nie polatałem niestety dronem, a jest gdzie – jest tu jezioro i trochę zabytków. Dalej miało być Niepołco z majestatycznym dworem i Głaz Rolnik w Przywodziu, nie wyszło… Gdybym podróżował dookoła Jeziora Miedwie, pewnie zatrzymałbym się w pałacu w Koszewie i w miejscowości Morzyczyn (amfiteatr i pomnik po dawnym kościele), jednak jak pech to pech. Po wizycie w tych wszystkich miejscach pora byłaby już lekko „wypoczynkowa”, należałoby udać się do znajomych do Szczecina. Kolejny dzień, gdyby nie Covid, rozpocząłbym dronowaniem przy Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza i Teatrze Współczesnym. Połączyłbym moje zamiłowanie do architektury i turystyki. Gdyby ten wyjazd w ogóle się odbył, odwiedziłbym (obowiązkowo) Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki. Nie byłem, ciągle te kłody pod nogi… W drodze powrotnej do Poznania zapewne dłuższy postój nastąpiłby w 2 miejscach – przy zwodzonym moście nad Regalicą i cmentarzu w Glinnej. Fajnie byłoby przejechać się przez Pyrzyce senną po otwarciu S3, „trójką”. Tymczasem zerkam z nadzieją w stronę 2021 roku i nucę sobie Nowe Tempa Kultu – „Gdyby wszystko było inaczej, gdyby było odwrotnie”… “

 

 

ŁUKASZ SMILE – Miejsce II

 

“Historia, której nie było.”
Podobieństwo osób i sytuacji w poniższym tekście jest zupełnie przypadkowe. Opisane historie są wytworem (zbyt) bujnej wyobraźni autora i żadne z przedstawionych zdarzeń nie miało miejsca – a być może mogły zaistnieć naprawdę, gdyby nie ten cały Covid…

 

I – POŻEGNANIE
03.04.2020 KRAKÓW-BALICE, POLSKA 

<< Pasażerowie odlatujący liniami Wizzair do Londynu Luton, numer lotu W6 4732 proszeni są o niezwłoczne zgłoszenie się do wyjścia numer 8… >>

– No to co? Czas na nas Misiaki, co nie? – podekscytowanym głosem zwrócił się Łukasz do grupki zebranych – Świat się sam nie przejedzie, Google Maps wszędzie nas nie zabierze. Czas w końcu rozpocząć naszą przygodę!
– Nooooo, tym bardziej, że to nie na zawsze przecież. Kilka lat strzeli nam jak z bicza – wtórowała Monika. – No i do tego neta znajdziemy w każdej dziurze na tej ziemi, to kontakt z nami będzie prawie taki sam jak gdy mieszkaliśmy w Anglii.
– Nie do końca mogę się z wami zgodzić – zabrała głos mama Moniki. – W Anglii mieliście ciągły dostęp do Internetu i szybko można było z wami nawiązać kontakt. A teraz mówicie, że nie planujecie mieć non stop włączonych telefonów. Nie podoba mi się to.
– Oj, mamuś – Monika objęła swoją rodzicielkę – Masz przecież dostęp do naszej lokalizacji, będziesz wiedzieć dokładnie gdzie jesteśmy. I obiecujemy dbać, by baterie w lokalizatorze zawsze były naładowane. Jak tylko będzie szansa to podepniemy się też do każdej możliwej sieci Wi-Fi i będziemy pisać. No i foty też będziemy wysyłać.
– Dobrze Monia, ok. Tylko proszę, uważaj na siebie! I Ty też Łukasz! Słyszysz? Masz dbać o siebie, abyś mógł mi dbać o córkę! Obiecujesz?
– No jasne, mamo! Przecież nie po to ją sobie brałem, by ją teraz gdzieś w krzakach porzucić! – Łukasz podszedł do obejmujących się kobiet i mocnym ruchem przytulił je do siebie. Zaraz dołączyli do nich pozostali, którzy przyjechali pożegnać „wczasowiczów”. Stali tak całą grupą jeszcze przez chwilę, jakby świat wokoło nich wcale nie istniał.
– No i w ogóle to tak jak uzgadnialiśmy! – Łukasz przerwał milczenie. – Z każdym z was widzimy się w umówionej części świata, co nie? – tym razem słowa skierował do swoich rodziców. – Do tej pory nie zdeklarowaliście się, w którym kraju się spotykamy!
– Łukaszku, już o tym rozmawialiśmy – łagodnie odrzekła mama Łukasza – Lepiej będzie jak ty przylecisz na chwilę do domu, zrobisz sobie przerwę od tych wojaży. Zobaczymy się wtedy wszyscy, całą rodziną!
– Oj mamciu, Kraków przecież znamy wszyscy jak tu stoimy! A te inne, magiczne miejsca być może będzie szansa zobaczyć tylko raz w życiu. Naprawdę chcesz by one cię ominęły?
– Łukasz, ja będę z wami podróżować gdziekolwiek was zaniesie. Będę sobie spoglądać na mapę i patrzeć jak się przemieszczacie. I wiedza, że jesteście zdrowi i robicie to co lubicie, będzie lepsza jak jakiekolwiek magiczne miejsca tam czekające. Naprawdę! – z łamiącym się głosem powiedziała mama.
– No dobra – wzruszył się Łukasz – Dziś ci odpuszczam, ale wiedz, że nie poddaję się jeszcze. W końcu tata jest po mojej stronie.
– O jasne – rzekł z rozbawieniem ojciec – Zostaw ją mnie synku, jeszcze ją przekabacę i dołączymy do was na jakiejś ciepłej plaży. Zatopimy nogi w gorącym piasku i wypijemy dobrze schłodzone lokalne piwo. – Mrugnął porozumiewawczo do syna. Podał mu dłoń, którą mocno uścisnęli i tak z uśmiechem, bez słów powiedzieli sobie „do zobaczenia”.

<< Pasażerowie odlatujący liniami Wizzair do Londynu Luton numer lotu W6 4732 proszeni są o niezwłoczne…>>

– Dobra. Teraz to już chyba na serio musimy uciekać – stanowczo powiedziała Monika – Nie będą na nas przecież czekać, a jak nie dotrzemy do Londynu na czas, to przepadnie nam jutrzejszy lot do Nowego Jorku! A takiego startu naszej przygody nie chcemy.
– Racja – zgodziła się cała zebrana ekipa.
„Wczasowicze” zarzucili plecaki na ramię i skierowali się w stronę wskazanej w komunikacie bramy.
– Trzymajcie się! Damy znać jak już będziemy na miejscu. Wyłączcie lepiej swoje telefony bo to może być późno w nocy waszego czasu – odchodząc zaśmiał się Łukasz.
– Paaaaa, nie dajcie się tam niedźwiedziom i innym obżartuchom! – wykrzyczał stojący z tyłu tata Łukasza.
– I bawcie się dobrze! Czekamy na zdjęcia! – wtórowała mu mama Moniki.

*****

– Wiesz co Pyśku? – czekając w kolejce do wejścia na pokład samolotu Łukasz spojrzał głęboko w oczy Moniki – Chyba zaczynam mieć stresa. Co my w ogóle robimy?
– Kurde, ja też – odparła bez namysłu. – W końcu realizujemy nasze marzenie, a ja mam wrażenie, że nie chcę wyjeżdżać. Tylko zaszyć się pod ciepłą kołderką, gdzie jest milusio i bezpiecznie.
– No to piękny mamy start. Ahoj przygodo… A hoj w… No nic, powiedzieliśmy „A”, czas powiedzieć „B”.
– Anonono! Świecie, jedziemy!… Cholera…

Już po chwili oboje siedzieli w biało-różowo-fioletowym samolocie. Stewardessy szybko rozprawiły się z instruktażem pasażerów, co robić na wypadek wszelakich awarii i maszyna po krótkim kołowaniu zatrzymała się na pasie startowym. Ostatni komunikat od kapitana i silniki zaczęły nabierać mocy. Hamulce puściły nagle, bez ostrzeżenia i z miejsca samolot rozpoczął swój galop, by niczym pegaz wzbić się w powietrze. Przebijając się przez chmury, Monika i Łukasz spoglądali przez niewielkie okienko, by jeszcze przez chwilę, po raz ostatni przed ich wielką podróżą, spojrzeć na znane i bliskie im od dzieciństwa krajobrazy podkrakowskich wiosek.

II – W KOŃCU RAZEM
12.04.2020 NOWY JORK, USA

– No w końcu są!! – wykrzyczał uradowany Łukasz na widok rozpakowanych w magazynie Nowego Jorku motocykli i spiesznie rzucił się na dwie stojące obok siebie pomarańczowe maszyny. – Moje maleństwa. Jeju, jak ja się stęskniłem za tym złomem!!
– Nie nazwałabym ich maleństwami. Ale jak mówiąc na nie „złom” masz na myśli ich wagę, to się zgodzę – odpowiedziała również rozradowana Monika – Szczególnie jak już zapakujemy na nie wszystkie klamoty. Nooo i jeszcze ta ich wysokość! – zachichotała – Nie mogłyby być troszkę niższe? W terenie czasami ciężko sięgnąć gruntu.
– Monia, przesadzasz. Nie są takie wysokie! Ponadto w Twoim już obniżyliśmy zawieszenie ile mogliśmy. No i masz też niższą kanapę – przypomniał Łukasz. – A w porównaniu z innymi motocyklami tej klasy, to i tak nasze 690-tki są mega lekkie. Weź na przykład takiego hmmmm… – zamyślił się. Już miał odpowiedzieć, ale z jego zamkniętych ust dało się słyszeć stłumiony śmiech. Ostatecznie machnął ręką i rzekł – No dobra. Za dużo motocykli przychodzi mi teraz do głowy i nie mam czasu na ich wymienianie, bo nigdy stąd nie wyjedziemy. Czas brać się za składanie sprzętu do kupy.
– Anononono, chwilę nam tu zejdzie. Przynajmniej odprawa poszła sprawnie. Napiszę do Oli i Agaty z Motobirds z podziękowaniem za ich pomoc.
– Dobry pomysł! Należy im się! Kurde, tyle rzeczy nam ogarnęły.
– I jeszcze musimy zatankować, bo na tych oparach, co zostały z wysyłki daleko nie zajedziemy – zauważyła słusznie Monika.
– Ok, to Ty zacznij ogarniać swojego KTM-a, a ja podejdę do biura zapytać się, gdzie najbliżej będzie stacja paliw.
– Tylko pamiętaj, pytaj o gasoline, a nie petrol!! – przypomniała Monia.
– Taaaaaa, kurde. Hamerykański się teraz kłania – zaśmiał się Łukasz znikając w otchłani ciemnego korytarza.

III – NUDA
27.04.2020 DAKOTA PÓŁNOCNA, USA

„Ale nuda. Boże, kiedy to się skończy. Prosta, ciągle ta przeklęta prosta. Jakby ktoś od linijki nakreślił na mapie jedną linię, ale wcześniej wszystko z ziemią zrównały buldożery i walce. Co za ogromny stół do bilardu. Zero jakichkolwiek zakrętów, zero wzniesień, zero dolinek. Czy architekt tej przeklętej drogi nie mógł się chociaż nawalić nim zabrał się za robotę? Taką ponoć dobrą whisky mają w okolicy. Może ręka by mu drgnęła ze trzy, cztery razy będąc na rauszu i wykonałby kilka niezdarnych szlaczków na planach, a nadgorliwie wylewający asfalt poszliby za jego wytycznymi? Cokolwiek, byleby tylko móc choć przez chwilę poczuć przechył motocykla.

I w ogóle, dlaczego ten motocykl nie ma tempomatu, albo chociaż blokady położenia gazu? Ręce odpadają od tej manetki. Trzepie nią jak młotem pneumatycznym. Kurde, jak się zatrzymamy wieczorem, muszę o tym pogadać z Łukaszem. Zmodyfikował wszystko co się dało, a połowa z tego się nawet nie przyda. A o takiej manetce to nie pomyślał. A przecież to pod-sta-wa.

O nie, kolejne pole kukurydzy, tak, super. Teraz to już nawet w dal nie popatrzę, bo to cholerne zielsko wszystko zasłania. Pewnie pobije rekord długości i ciągnąć się będzie wzdłuż drogi w nieskończoność. Aż sobie zmierzę i zapiszę w moim pamiętniku. <<Drogi pamiętniku, zgadnij co niesamowitego przeżyłam w dniu dzisiejszym. Nigdy się nie domyślisz, a to takie ekscytujące… W dniu dzisiejszym przejechałam się niesamowitą, fascynującą drogą. Najpiękniejszą z możliwych. Taką fajną, prostą. I wiesz co, rosło wzdłuż niego pole kukurydzy, takie ogromne, najdłuższe na świecie. I miało ono srylion kilometrów. Niesamowite, prawda…>>”

– Jak tam Monia, co tak nic nie mówisz? Przyznaj się, o czym myślisz?
– A wiesz, tak sobie jadę i podziwiam rozmaitość krajobrazu.
– Aaaaa, to ok. Dla mnie tak nieruchawo trochę, mało urozmaicone mają te widoki. To ja się wyłączam, Ty sobie kontempluj. Zapuszczę sobie jakąś muzykę w Senie i pojadę trochę szybciej, żeby się rozruszać. Poczekam na ciebie parę kilometrów dalej. Tylko nie skręcaj gdzieś na boki! Hihihi. No dobra, żarcik. Buzia, pa!
– Buzia!

„Kurde, co on chciał? Co to w ogóle było?! I jaki on żywy, nonono… Czy on coś palił dziś rano? Nic nie czułam od niego, ponadto nie, nie Łukasz. On nawet fajek do ust nie bierze. Muszę się mu przyglądnąć. Bo taki rozradowany w takim krajobrazie to tylko pod „wpływem” człowiek może być. Albo nienormalny. Przecież tu jest taka okropna nuda…”

IV – KORZEŃ
15.06.2020 FORT MC PHERSON, KANADA

– Nie odpuszczaj gazu!! Jedziesz, Łukasz, jedziesz!! Dobrze, przerzuć trochę ciężaru na tył, bo opona nie gryzie…
– Kurwa, a co myślisz, że robię!? Spacerek pod górkę!? – krzyknął Łukasz do mikrofonu w swoim kasku, jakby wyryczenie frustracji miało pomóc mu odgonić to, co było nieuniknione. – Co to do cholery… – warknął.

W tym samym momencie wzdłuż przedniego koła, niczym wąż wypełzł długi, kręty korzeń. Opona do tej pory względnie akceptowalnie trzymająca podłoża, poślizgnęła się jak dobrze nasmarowane sanki. Kierownica pewnie trzymana przez Łukasza szarpnęła w prawo wyrywając się z objęć dłoni i cały motocykl podążył ku bolesnej wywrotce. Tumany kurzu wzbiły się w powietrze zasłaniając walącego się na bok motocyklistę. Warkot ryczącego silnika po raz ostatni wydobył się z rozgrzanego tłumika zagłuszając łomot upadającego śmiałka i następnie zamilkł. Monika, do tej pory spoglądająca na całą sytuację z wierzchołka wzgórza, rzuciła się czym prędzej w dół. Nim zawierucha zdążyła opaść była już przy mężu.

– Jesteś cały? W porządku? – spytała z nieskrywanym zaniepokojeniem.
– Tak, tak, spoko – otrzepując się z pyłu Łukasz wyskoczył na równe nogi, jakby chciał pokazać, że ta wywrotka nie była przypadkowa, a wręcz w pełni wkalkulowana. Podszedł do wystającego z gleby korzenia i wyładowując swoje niezadowolenie sprzedał mu soczystego kopa. Korzeń niczym nie przejęty postanowił nie przyjmować wyzwania. Wiedział już i tak, że pierwszą i najważniejszą bójkę wygrał i kolejne z tym dziwnym człowiekiem nie są mu potrzebne.
Łukasz spojrzał w górę, gdzie niecałe dziesięć metrów dalej, na szczycie dumnie stała KAT-ka Moni.
– Boże, jak tobie się to udało, tak łatwo wjechać? I to za pierwszym razem? W życiu nie mam szans pod takiego kloca…
– Pamiętasz szkolenie? – zapytała Monika – Ty wolałeś dłużej potaplać się w błocie i poćwiczyć równowagę jeżdżąc na huśtawce, a ja w tym czasie męczyłam te przeklęte podjazdy i zjazdy. W krew mi to weszło! – zaśmiała się. – Teraz, jak widzę zbocze, obok którego tylko przejeżdżamy, to z automatu analizuję czy lepiej by je atakować frontalnie, czy może spróbować bardziej od skosu. No i oczywiście niski bieg, gaz, pozycja, nogi pewnie na podnóżkach i jeszcze raz gaz, gaz, gaz, gaz, gaz. Wiesz, takie zboczenie, hihihi…
– Nooooooo, ładnie poradziłaś sobie z tą ścianą. Składam hołd – nie ukrywając podziwu Łukasz oddał pokłon pochwalny. – A uczyli cię też może co zrobić jak jesteś prawie u szczytu i wyglebiłaś? Zjeżdżać w dół by próbować jeszcze raz czy wyciągać klamoty na górę?
– Daj spokój, ciągniemy go na górę. No, chyba że chcesz poćwiczyć. Ale nie proponuję tutaj, na tym wzniesieniu…
– Ok, masz rację. Daj mi chwilę, tylko złapię oddech – odparł Łukasz powoli rozpinając zieloną sakwę. Lina, którą szukał na szczęście w całym bagażowym bałaganie leniwie czekała pod pokrywą.
– Skocz na górę i zawiń wokół tego drzewa dwa razy. Podniosę mojego KAT-a, odpalę silnik i będę podjeżdżał kawałek po kawałku idąc obok, Ty zaś wybieraj luz. Jakbym miał lecieć do tyłu, to będziesz asekurować bym za daleko nie zjechał. Jakbyś nie dała rady utrzymać to krzycz i puszczaj! Walnę nim o glebę.
– Dobra – zgodziła się Monika i bez namysłu udała się w kierunku wskazanego drzewa.

Kilka minut później oboje stali już na szczycie. Łukasz poprawił przekrzywiony przez uderzenie bagaż, dociągnął taśmy mocujące i wskoczył na siedzenie.
– To jak, jedziemy dalej? – zapytał.
– No, dobrze by było. Nathan wspominał o dwóch podjazdach, więc przed nami jeszcze jedno wzniesienie. Ale ponoć to było najgorsze, więc luz.
– Taa, luz. Łatwiej powiedzieć trudniej zrobić. Oby ten widok rzeczywiście był wart miliona dolarów jak opowiadał. Bo jak nie to go odnajdę…
– I co? – przerwała mu Monika.
– I mu powiem, że nie był wart – Łukasz wyszczerzył zęby.
– Haha! Ok, koniec marudzenia. Jedziemy! – zarządziła.

Wciśnięte guziki starterów ponownie nadały życia rozbudzonym KTM-om. Te z radosnym warkotem odpowiedziały na przekręcenie manetki i żywym skokiem pognały do przodu… 

V – GRAWITACJA
17.08.2020 WHISTLER, KANADA

– Skaaczcieeeee…!!! – jakby w zwolnionym tempie z nabrzmiałych ust Kennego wydobył się dziki ryk. Jego głowa obróciła się gwałtownie sącząc z rozdartych od wiatru i słońca warg drobinki krwi zmieszanej ze śliną, a skupiony wzrok skierował się ku nadjeżdżającemu z przeciwległej części mostu ognistemu Mustangowi. Na widok gęstego dymu ulatniającego się z rozpalonych hamulców rozpędzonego samochodu, czarne jak noc źrenice rozwarły się jeszcze szerzej wypierając czerwone od popękanych żyłek białka. Pisk opon, jakby krzyk wygłodniałych piskląt jastrzębia na widok matki niosącej ostatnie tchnienie porannej zdobyczy, przeszył niczego nie spodziewające się bębenki uszu. Samochód z impetem sunął w kierunku stojących na skraju mostu kilku gapiów. Z przerysowanego zmarszczkami czoła Kennego spływały przyprawione szczyptą soli krople potu. Mięśnie ust i policzków skurczyły się jeszcze raz i energicznie wyprostowały wydając błagalny rozkaz – Szybko!! Skaczcie…!!

Stojący na skraju mostu Monika i Łukasz przylgnęli do siebie jeszcze mocniej. Docierały do nich tylko pojedyncze słowa, a całe widowisko wydawało się dla nich być niczym wyreżyserowany hollywodzki film. „Co my w ogóle tutaj robimy?” pytało ich przerażone spojrzenie. „Boże. To przecież nie ma prawa się dziać!!”.
Łukasz jako pierwszy odwrócił się w stronę przepaści, a jego serce zamarło. Monika podążyła w ślad za nim. Spojrzeli w dół. Kilkadziesiąt metrów poniżej wiła się spojona z kamienistym wąwozem wzburzona rzeka. Kłębiące się niczym chmury rozbijane o ostre kamienie fale, ukazywały jej śmiercionośne oblicze. Tuż pod ich stopami łagodniała w lekko falującą, spokojną taflę, złudnie nęcąc potencjalną ofiarę. Wzdłuż lazurowej wody po obu stronach rosły drzewa. Dumne, wysokie, ubrane w zielony mundur ostrych igieł, których spętane ze sobą niczym prężne ramiona wojowników gałęzie, tworzyły nigdy dotąd nieprzenikniony mur. Lodowaty wiatr jeszcze chwilę wcześniej sunący po ich wierzchołkach, rozszarpał lekko spięte włosy Moniki. Jej ręka mocniej objęła ciało ukochanego, palce nerwowo splotły szukając bezpiecznego punktu zaczepienia. Twarz wtopiła w ramiona, jego dłoń otuliła ją, stanowczo przyciskając do siebie. Nachylił się by jeszcze raz ucałować czubek jej głowy i energicznie odchylił swoją do tyłu. Szurając po rozsypanym piasku, stopy natknęły na opadającą w otchłań krawędź. W jednej chwili dygocące z zimna mięśnie ud osunęły się pod naporem narastającego strachu zmieszanego z buzującą dawką adrenaliny. Nogi ugięły się w kolanach i wzorem kobry uciekającej z otaczających ją płomieni wyprostowały w samobójczym wyskoku.

Czerwono krwisty Mustang galopował, wciąż pozostawiając za sobą kłęby gryzącego dymu. Niczym pijany młodzieniec po pierwszym spotkaniu z alkoholem, ogier zarzucił bokiem dając wrażenie utraty kontroli nad kierunkiem jazdy i lekko uderzając w krawężnik oddzielający jezdnię od krawędzi mostu zatrzymał się. W miejscu, gdzie jeszcze chwilę wcześniej stali Monika i Łukasz złowrogo szalał wiatr.

Świat wirował wokół opadających, splecionych ciał. Świst brutalnie rozdzieranego powietrza ogłuszał, a pęd wdzierał się w szeroko rozwarte nozdrza, nie pozwalając chwycić pełnego oddechu. Lekko uchylone usta wydały krótki, lecz szaleńczy krzyk i błyskawicznie zamilkły. Szeroko uniesione powieki odkryły pełne strachu oczy, w których odbijał się gnający, odwrócony do góry nogami świat. Zamienione miejscami, powoli oddalające się niebo i bezlitośnie szybko zbliżająca się ziemia jeszcze bardziej wzmagały nierealność sytuacji. Grawitacja jak magnes pochwyciła ich w swe szpony i łapczywie ciągnęła ku uciesze wyczekującej na dnie kanionu kostuchy. Jak w zwolnionym tempie błękit nieba spoił się z salutującymi czubkami umundurowanych drzew. Ostatnie promienie migoczącego w oddali słońca ustąpiły miejsca zimnemu cieniowi wyrytego kanionu. Wyrwane z opinającej je spinki włosy Moniki falowały niczym szarfy baletowe wyrzucone wysoko w powietrze podczas kończącego się przedstawienia. „Giniemy…” – mówiło galopujące serce. Pędząc ku przeznaczeniu, kołyszące się ciała straceńców nie sposób już było zatrzymać. Spojrzenie Łukasza przykuł kilkanaście metrów niżej, oczekujący ich nadejścia Posejdon. Wyszedł im na spotkanie, by przywitać nowych przybyszy, gdzie w podwodnym królestwie pisana im wieczność ucztowania w jego towarzystwie. „Nie zamartwiaj się, skoro nie masz już wpływu na to co ci przeznaczone…” szeptał i jak stary przyjaciel wysunął w stronę opadających swe ramiona. W jednej chwili strach ustąpił i pozostawioną po nim pustkę wypełnił ciepły spokój. Łukasz wyciągnął rękę jak najdalej jak mógł, by pochwycić dłoń wodnego boga. Uśmiech znów pojawił się na twarzy.
Niespodziewany zgrzyt ściąganego splotu wdarł się do uszu i w mgnieniu oka wyrwał z transu. Opadającymi ciałami energicznie szarpnęło i doczepiona do uprzęży opinającej kostki elastyczna lina, zaczęła spowalniać odchodzący świat. Łukasz zdążył jeszcze opuszkami palców musnąć falującą taflę wody, lecz dłoń zapraszającego była zbyt daleko, by mógł ją dosięgnąć. Wyrwani z powrotem w przestworza Monika i Łukasz nabrali głębokiego oddechu i wyrzucili z siebie euforyczny śmiech…

*****

– Rewelacyjne zgranie w czasie! – wyszeptał do siebie zadowolony ze skoku Kenny i odwrócił się do wypadających z czerwonego Mustanga dwóch, nie wyglądających na więcej jak 20 lat mężczyzn.
– Ale jazdaaaaa, o ja pierdziu!! – wykrzyczał jeden z przybyszów. – Jason musimy tego spróbować! Mówię ci, to musi być niezłe!!
– Jasne Chris, takiego odlotu to nawet po dragach nie doświadczysz!! – wykrzyczał towarzysz wpatrując się we wciąż chwiejnie huśtających się poniżej śmiałków.
– Widzę, że panowie znają się na dobrej zabawie. – Kenny niczym wąż szybko wpełzł pomiędzy rozmawiających – Piękny drift, no i jakie hamowanie! Pokaz umiejętności i sprytu kierowcy, jestem pełen podziwu. Do tego taka maszyna. Sama jazda musi faszerować niezłą dawką adrenaliny. Ale do pełni szczęścia jeszcze brakuje wam skoku, jaki zafundowało sobie tych dwoje podróżników. – wskazał palcem na podrywanych przez linę i wciąż chichoczących poniżej Monikę i Łukasza, a następnie poklepał po plecach już zwisających przez barierkę potencjalnych klientów – Satysfakcja gwarantowana!! Tylko posłuchajcie ich śmiechu, to najlepszy dowód na świetną zabawę. Na imię mam Kenny i prowadzę BungeeFun – powitalnie uścisnął dłonie, wpatrzonych w niego niczym w bóstwo młodzieńców. – Normalnie za taką frajdę inne firmy okradłyby was krzycząc sobie z 200 dolarów i to tylko za jedną osobę! Zdzierstwo w biały dzień! – splunął pokazując dezaprobatę – Jestem uczciwym przedsiębiorcą i proszę o uczciwą cenę za chwilę szaleństwa. U mnie skok kosztuje 150 dolarów od osoby. – objął za ramiona już złowionych na marketingowy haczyk klientów i powolnym krokiem skierował ich w stronę vana, gdzie trzymał sprzęt do skoków – Ale jeżeli szanowni panowie zdecydują się dzisiaj skorzystać z mojej szczodrej oferty, to nie policzę nawet 150, a jedyne 120 dolarów od osoby! To się nazywa promocja!! To jak panowie, przygotowujemy liny? – zapytał z szerokim uśmiechem, ukazując swoje śnieżnobiałe zęby.
– No jasne. Rewelacyjna cena. Jason, wyciągaj kartę kredytową ojca. – nakręcił się Christopher.
– Pewnie Chris, takiej okazji nie możemy przegapić!! – wyciągając z portfela pozłacany plastik zgodził się Jason.
– Rewelacyjne zgranie w czasie! – nie zwracając więcej uwagi na wciąż wiszących na linie Monikę i Łukasza, Kenny dumnie pochwalił swoją genialną taktykę, której skuteczność wabienia nowych klientów oceniał na 100%…

VI – PORANEK KOJOTA
08.09.2020 IRWIN, IDAHO

– Co się stało Łukasz? Czemu nie śpisz? – zapytała wybudzona ruchami męża Monika. Spojrzała na zegarek – 5:57
– Cicho!… Cicho! – wyszeptał Łukasz przykładając palec do ust – Coś się podkrada, jestem tego pewien. Kręci się wokół namiotu już z dobrą godzinę. Jak stąpa to aż trzeszczy. To musi być coś większego. Teraz jest od mojej strony, prawie czuję jego oddech. Cały czas obwąchuje…
– O kuźwa! Znowu?! Myślałam, że takie rzeczy tylko raz w życiu mogą człowieka spotkać. Żeby nie było jak z tym niedźwiedziem w Górach Skalistych…
– Cholera. Tak samo nie będzie, wtedy mieliśmy motocykle pod ręką i spieprzył dopiero po odpaleniu KTM-ów. A te teraz zostawiliśmy na parkingu u Johna. Trzeba coś innego wymyślić.
– No to sobie trekking i spanie w dziczy wymyśliliśmy. Kurde. Co robimy? – jęknęła już obudzona ze strachu Monika.
– Nie wiem jeszcze, analizuję. Mam nadzieję, że cholera odejdzie jak będziemy cicho. Podaj mi tą maczetę od Johna.

Monika powoli sięgnęła na skraj namiotu, gdzie w skórzanej pochwie spoczywała broń. Pewnie chwyciła za rękojeść, delikatnie wysunęła zimną stal i podała Łukaszowi. Ten złapał ją mocno. „Dzięki John” – pomyślał w głębi Łukasz – „Masz u mnie dobrą whisky jak już wrócimy do obozowiska. Jak wrócimy…”
– Monia, mamy jakieś jedzenie w namiocie? – zapytał Łukasz.
– No co ty, zgłupiałeś?! – oburzyła się Monika – Zawiesiłam je na gałęzi ze 150 metrów stąd, jak uczyli nas strażnicy. O taką głupotę mnie nie podejrzewaj…
– Ok, spoko, tylko pytam. Nie zarzucam ci, tylko wolę mieć pewność. Sorki. – szybko uspokoił ją Łukasz. – To teraz poczekamy. Może się znudzi i zaraz sobie pójdzie – powiedział z nadzieją w głosie.

W tym samym momencie zewnętrzna warstwa namiotu lekko ugięła się pod ocierającym ją cielskiem. Zwierzę buszujące po drugiej stronie mizernego schronu wydało zgryźliwy warkot. Monika i Łukasz natychmiast uchylili się na drugą stronę. Ich serca zaczęły bić mocniej, a strach wypchnął resztę i tak już rozrzedzonego od głębokiego oddechu tlenu. Spojrzeli na siebie z nieskrywanym niepokojem, przez ich głowy zaczęło przebiegać tysiące myśli. Ich wzrok skrzyżował się i zahipnotyzował ich na chwilę. Zwierzę ponownie wydało złowrogi warkot i naparło na namiot. Wiedzieli już, że bez konfrontacji się nie obejdzie.
– Walić go! – wyryczał Łukasz – Nie będę tu siedział jak jakaś głupia przekąska!
– Dobra! Idziemy na niego!

Krew zabuzowała w ich żyłach, nabrali głębokiego oddechu. Monika spontanicznie chwyciła za leżący na podłodze stalowy garnek i z całych sił zaczęła w niego uderzać metalowym kluczem. Przedzierając się przez warstwy do tej pory chroniącego ich namiotu wydali z siebie gniewny ryk, a sam krzyk był jak ogłuszająca broń. Łukasz, trzymający z całych sił maczetę, jakby chciał by moc dawnych wojowników niegdyś zamieszkujących te tereny dodała mu odwagi, przedarł się jako pierwszy. W ślad za nim wyłoniła się Monika wciąż wystukując bojowy rytm. Stanęli do siebie plecami, tak by zwierz nie zaszedł ich od tyłu i natychmiast do nich przylgnęli. Wytężyli wzrok. Nerwowo zaczęli rozglądać się wokoło, a ich spojrzenie przykuł ruch w oddalonych od obozowiska krzakach. Zwycięstwo?? Zwierzę uciekło!! Stali tak jeszcze przez chwilę, nie do końca wiedząc czy mogą już spuścić gardę.

Kiedy w końcu do nich dotarło, że pozostali zupełnie sami na polanie, wybuchnęli śmiechem. Monika rzuciła się Łukaszowi na szyję i wtopiła usta w gorącym pocałunku. „To jeszcze nie koniec naszej przygody” – pomyślała.
Wciąż śmiejąc się usiedli na skroplonej rosą trawie i wtedy dopiero uderzyło ich oślepiające złoto wschodzącego słońca. Lekko błękitne niebo przecudnie kontrastowało z poszarpaną linią oddalonego horyzontu. Poniżej linii drzew mieniło się szmaragdowe jezioro Snake.
– To będzie długi, ale piękny dzień – powiedział Łukasz.
– Anononono. I będzie kiedyś o czym dzieciom opowiadać… – rozmarzyła się Monika.

*****

Na niewielkim wzgórzu nieopodal polany, w cieple promieni pojawiającego się dnia ułożył się młody kojot, który chwilę wcześniej ledwo co zdołał ujść z życiem dwóm szaleńcom…

VII – ORIENTACJA W TERENIE
13.10.2020 REZERWAT SIERRA GORDA , MEKSYK

– Cholerny zjazd. Co oni tu tych kamieni tyle nasypali? – nerwowo powiedziała do mikrofonu Monika.
– Eeeee spoko Moniek, luz. To znaczy nie wbijaj przez przypadek luzu, bo dopiero wtedy pojedziesz, hahaha – zaśmiał się Łukasz.
– Spoko, spoko. Już się o to nie bój. Teraz taki żartowniś, a u góry to sam traciłeś kontrolę nad KAT-em.
– Tak, ale tylko dlatego, że za szybko zmienił się teren i nie byłem na to przygotowany. Ty natomiast się ciesz, że jadę przed tobą! W końcu masz swój prywatny GPS z ostrzegającymi komendami głos… – przerwał i szybko zmienił ton – Uwaga! Jedź lewą stroną. Z prawej strasznie rzuca! Ouć, dobra. Jestem cały! – szybko dokończył wydobywając motocykl z poślizgu. – Właśnie o czymś takim mówię.
– Ależ ja jestem bardzo wdzięczna! Nie chcę żadnego innego. Szkoda tylko, że ten GPS tak strasznie kurzy i praktycznie tych wskazówek co udziela nie jestem w stanie zobaczyć nim na przeszkodę najadę.
– A to już nie moja wina. Jak za bardzo ci pylę to odsuń się kawałek ode mnie. Będziesz miała i komendy głosowe, i lepszą widoczność.
– W sumie czemu nie – odpowiedziała Monika i lekko odpuściła manetkę gazu. Motocykl zaczął zwalniać, a jadąca przed nią chmura powoli oddaliła się.
– I jak.. tszzzzz… Moni… tszzzz lepiej się jedz… tszzzz…
– Jedzie się lepiej, ale coś chyba zaczyna przerywać!
– Co?? Powtó… tszzzzzzzzz… nie… tszzzzzzzzz… yszę… – wydobyła z szumu Monika.
– MÓWIĘ, ŻE JEDZIE SIĘ LEPIEJ, ALE COŚ CHYBA ZACZYNA PRZERYWAĆ!! – wykrzyczała.
– Supe… tszzzzz… Mi chy… tszzzz… enie pada bate.. tszzzzzz… Na najb… tszzzzzzz… idleniu skręć w…. tszzzzzzzz…wo… tszzzzzz…
– ŁUKASZ, POWTÓRZ JESZCZE RAZ!! NIC NIE ROZUMIEM!!
– tszzzzzzzzzzzzzzzzz…
– ŁUKASZ!! ŁUKASZ!! DO CHOLERY, NIC NIE SŁYSZĘ!!
– tszzzzzzzzzzzzzzzzz…

Szum w kasku nie ustawał. Zdezorientowana Monika szybko postanowiła dogonić męża. Odkręciła manetkę i motocykl ponownie zaczął nabierać rozpędu.
„Cóż, najwyżej odpocznę trochę od tego jego wiecznej paplaniny” – zaśmiała się w duchu.
Przejechała tak kilkaset metrów, gdy kamienna droga do tej pory wijąca się między drzewami wykonała nawrót 180 stopni i rozcięła jedną linię w dwie oddalające się od siebie nitki. Monika zatrzymała maszynę.
– O cholera, chyba o tym próbował mi powiedzieć… ŁUKASZ, ŁUKASZ. SŁYSZYSZ MNIE?! STOJE PRZY ROZWIDLENIU, MAM JECHAĆ W PRAWO CZY W LEWO!!? – wykrzyczała do mikrofonu. W słuchawkach nie była jednak w stanie usłyszeć nic więcej jak znajome – tszzzzzzzzz…

Rozejrzała się szybko dookoła w poszukiwaniu jakiegoś znaku z nadzieją, że w oddali ujrzy tego, co przysiągł, że do śmierci jej nie opuści. Nic. Łukasz odjechał już za daleko, by można było go dostrzec. Drugi, zapasowy GPS i mapa oddalały się razem z nim. Wyciągnęła telefon, który wykazywał brak zasięgu.
„No to pięknie… Co za durny pomysł z tym oddalaniem się od siebie. Którędy mógł pojechać? Jak to szło?” – zamknęła oczy, by móc lepiej zwizualizować zapamiętane momenty poranka. „Rano kiedy planowaliśmy trasę mieliśmy ruszyć na stację benzynową i na szybkie zakupy. Następnie nawrócić i zjechać w boczną, ale dość często uczęszczaną drogę gruntową, która miała nas zaprowadzić do jaskini. I tam już byliśmy.” – Jej palec zaczął kreślić powietrze jakby rozrysowywała w nim wciąż żywe obrazy mapy. Skrawki układały się w całość, trasa nabierała coraz bardziej wyraźnego kształtu. „Następnie mieliśmy do wyboru – przejechać drogą stanową naokoło, albo przeciąć wąskim skrótem przez dwie góry. I tutaj gdzieś teraz właśnie jesteśmy…”

Otworzyła oczy i rozejrzała się dokoła jeszcze raz. Z pierwszego wzniesienia właśnie zjeżdżali, a przynajmniej takie miała wrażenie, że to o tym miejscu była mowa. Natomiast przed nią rozpościerał się widok na wyglądające jak pustynne wydmy szczyty górskie. Było ich trochę więcej jak zapamiętała oglądaną kilka godzin wcześniej mapę. Na pewno zapamiętała dwie góry i… „No tak!! Przecież mówił, że chce zobaczyć ten wodospad, a może nawet popływać w jeziorze znajdującym się u jego podnóża!”

Po raz pierwszy odkąd zakupili swoje enduraki była szczęśliwa, że motocykl na którym właśnie stoi jest zdecydowanie wyższy o te kilka centymetrów od innych maszyn. Wyciągnęła się do góry jak najbardziej tylko mogła, by nad krzakami ujrzeć do tej pory ukrytą część rozpościerającego się przed nią krajobrazu, wytężyła wzrok i po prawej stronie zobaczyła ledwo widoczną mgiełkę rozbryzgującej się wody. Radośnie zeskoczyła na siedzenie szybkim ruchem nogi składając stopkę boczną, chwyciła za kierownicę i wcisnęła guzik startera. Silnik natychmiast nabrał mocy. Wbiła pierwszy bieg i skierowała się w prawą odnogę. Jadąc zastanawiała się w duchu, czy aby na pewno dobrą drogę obrała.

– tszzzzzz… onia… tszzzzz… esteś? – znajomy głos znów zaczął rozbrzmiewać w słuchawkach.
– Jestem, jestem!! W końcu cię słyszę! Kurde, czemu odjechałeś tak daleko? Nie mogłam w ogóle zrozumieć co do mnie mówisz, a później straciłam cię zupełnie! No i jeszcze to rozwidlenie!
– Bateria w Senie mi padła – głos stawał się coraz wyraźniejszy – Zanim wyłączyła się zupełnie zdążyłem powiedzieć, że trzeba skręcić w prawo. Myślałem, że to do ciebie jeszcze dotarło. A ponieważ tam było strasznie stromo to podjechałem te kilkaset metrów, aż znalazłem to wypłaszczenie, żeby móc się zatrzymać! No i w końcu podłączyłem ładowarkę.
– Tak, kilkaset metrów czy kilka kilometrów? – zapytała z przekąsem.
– Nie przesadzaj, nie aż tak daleko! – odpowiedział przy okazji słysząc zbliżające się znajome odgłosy „tuk tuk tuk” – Oooooo, już jesteś!! To jak się zorientowałaś, że tutaj mamy jechać?
– Kobieca intuicja i rozeznanie w terenie – odpowiedziała Monika.
– Hahahahaha, rozeznanie w terenie, hahahaha. Przecież ty na prostej potrafisz się pogubić nie wiedząc skąd przyszliśmy, hahaha.
– A to cię zaskoczyłam – fuknęła – Widzisz, ja się zmieniam, cały czas uczę! Nie tak jak ty, zapatrzony w ten ekranik doczepiony do kierownicy.
– Hahahaha, dobre, dobre. Podoba mi się. To jak już padnie Garmin to ciebie sobie do kierownicy podczepię, hahahaha. Ok, koniec tego, bo mnie brzuch zaczyna ze śmiechu boleć. Jeżeli dobrze kojarzę, to jeszcze gdzieś z kilometr i powinniśmy być koło wodospadu. Nie mogę się doczekać, by zatopić się w tej lodowatej wodzie! Gotuję się w tym kombinezonie – rozmarzył się Łukasz.
– A ja ci mówię, że nie będzie dalej jak za tym zakrętem – rzuciła pewnie Monika.
– Dobra, dobra. Niech ci będzie, hehehe.

Dwie pomarańczowe maszyny ruszyły do przodu zostawiając za sobą tumany kurzu. Droga, którą się kierowali wiła się wzdłuż zbocza. Najpierw skręciła w lewo, a następnie zanurkowała w prawo za skalistą ścianę. Tam, ku zaskoczeniu Łukasza i radości Moniki wyłoniło się krystalicznie czyste jezioro głośno napełniane przez dumnie opadający wodospad…

VIII – KRYZYS
22.11.2020 CHAJUL, GWATEMALA

– Pieprzony KTM! – wysyczał Łukasz – A kuźwa mówili „Kup se japończyka” to nieeeeeeee. Bo lubię cholerę, mówiłem, bo taki on zwinny, bo taki on lekki, bo ma tyle mocy, bo jest taki fajny, pomarańczowy… Walić go, od dziś nie nazywam go KAT, od dziś nazywam go RZEŹNIK. Przecież popatrz co tu się stało!! Istna rzeź!!
– Tak Łukasz, widzę. Spokojnie Kochanie… – starała się załagodzić sytuację Monika.
– Jak kuźwa spokojnie?! – zakrztusił się – Taki burdel zrobiło w tym silniku, że nie mogę. O jaaaa pier… I jeszcze ten deszcz. Kuźwa, nie miało kiedy padać? Naprawdę teraz?!
– Już dobrze – uspokajająco wyszeptała poprawiając naciągniętą na głowę i motocykl płachtę. Ta o dziwo, mimo nawałnicy rozpętanej na zewnątrz, nie zaczęła jeszcze przeciekać. – Nic takiego przecież się nie stało. Poza tym masz zapasowe dźwignie, wymienisz je, wyregulujesz zawory i pojedziemy dalej. Wiedzieliśmy, że tak może się stać i jesteśmy na to przygotowani. Pysiek. I tak dobrze, że zawczasu usłyszałeś, że coś zaczęło działać nie tak…
– Trudno było nie słyszeć! Przecież tak zaczęło się tłuc, że wszystkie drapieżniki z okolicy już dawno stąd spierdzieliły. I nie wrócą przez kilka lat, bo trauma na długo im we łbach pozostanie.
– No ok, to w takim razie przynajmniej dziś w nocy nie musimy obawiać się niespodziewanej wizyty i w końcu się wyśpisz. A to już duży plus! – zażartowała Monia.
– O dobry sen na razie się nie martwię, poza tym jak jakieś zwierzę dziś mi podejdzie to mu jebnę!… Moniaaaa! Świecisz sobie czy mi? Kurde, tak to ja nic w środku nie widzę!!
– Już, tak lepiej? – poprawiła latarkę.
– Taaaaak. Plusem dla mnie będzie, jak jakiś syf nie posypał się głębiej do środka! Rolki nie rozwaliły się zupełnie, ale nie wiem co mogło jeszcze zmielić – poziom furii powoli spadał – Podaj mi magnes, sprawdzę czy z tych otworów będzie w stanie wyciągnąć jakieś potencjalne opiłki. Jak coś znajdę, to jesteśmy w czarnej dupie. Silnika nie odpalę, bo go zajadę. Będzie trzeba kombinować jak dostać się do najbliższego warsztatu i tam zrobić z tym porządek. Oby nie, bo na tej drodze nie wyobrażam sobie, że bierzesz mnie na hol…

Monika sięgnęła wolną ręką do miejsca, gdzie ostatnio kotłowały się narzędzia. Odnalazła magnes teleskopowy, poodczepiała od niego śrubki i podała Łukaszowi. Ten rozsunął go i zaczął maglować po kolei we wszystkich otworach, do których mógł się dostać. Wyciągając magnes, za każdym razem dokładnie się mu przyglądał, przeciągał palcem, sprawdzał oleistą maź na obecność kawałków metalu. Nic, czysto.

– Chyba mamy szczęście. – odparł już zdecydowanie uspokojony – Krzywki wyglądają OK. Może wałek nie dostał po dupie tak jak u Borysa. Trochę go naprawa wtedy kosztowała.
– No, pamiętam. Wspominałeś.
– Nic tu więcej chyba nie wymyślę Monia – stwierdził po chwili. – Ryzyk fizyk. Składamy dziada do kupy, wymieniam mu olej i próbujemy. I obym nic nie przegapił. Pojedziemy spokojniej, abym mógł posłuchać czy jakieś dziwne dźwięki nie dochodzą ze środka.
– Dobry pomysł. Od tego klęczenia już mi kolana odpadają! Poza tym, chyba już przestaje padać – uradowała się Monika wysuwając głowę zza płachty.

W oddali majaczyły przepiękne różnobarwne góry. Raz po raz, blask błyskawic nadawał im piorunującej magii i rozświetlał granatowo-brunatną chmurę, z której jeszcze przed chwilą lały się potoki wody. Ciepłymi promieniami pojawiające się na nowo słońce muskało jej chłodne policzki. Monika zamknęła oczy, nabrała głębokiego oddechu i z radością w sercu pomyślała „Kolejny kryzys za nami, kolejna przygoda przed nami…”

IX – GÓWNOBURZA
15.12.2020 SAN PEDRO SULA, HONDURAS

(rozmowa w języku angielskim)
– To jak George, jeszcze po jednym piwku?
– Jasne, Lucas. Dobrze się rozmawia. Dla mnie to samo poproszę.

Łukasz wstał z ledwo trzymającego się w całości krzesła, które swoje lata świetności dawno zostawiło już za sobą. Podszedł do baru i dumnie wydukał – Dos cervezas, por favor.
Barman bez najmniejszego grymasu twarzy napełnił dwa kufle złocistym napojem, postawił na ladzie rozlewając przy okazji trochę piany, zagarnął położony przed nim banknot i bez słowa odwrócił się do tylko sobie znanych spraw. Łukasz nie czekał na wydanie reszty. Wiedział dobrze, że w niektórych miejscach nie ma na nią co liczyć, a domaganie się swego nie zawsze może dobrze się skończyć.

– Trzeba nosić ze sobą drobne – zaśmiał się w duchu i ruszył w stronę kompana rozmowy.
– Dziękuję ci bardzo – podziękował George. – To na czym skończyliśmy? Aaaa tak. No właśnie, nie zrozum mnie źle, ale nigdy nie mogłem pojąć ludzi wybierających się w tak odległe zakątki świata motocyklami tak leciwymi i mało wygodnymi jak wasze. Jedno-cylindrowce może i są lżejsze, ale zawsze brak im tej wyrwy i pancerności…
– Oooooo i tu się z tobą nie zgodzę – przerwał mu Łukasz. – Najwidoczniej nigdy nie jechałeś żadną jedno-cylindróweczką. Taka nasza 690-tka wyrywa z butów zanim jeszcze zdążysz odkręcić manetkę. Motocykl wariat! Mówię ci. No i sorki. Ale waga mojego i Moniki motocykla razem wzięta z bagażami jest niższa niż jeden twój GS! I to nawet jak zlejesz z niego całe paliwo!! No i teraz sobie wyobraź: jedziesz ostrą, kamienistą drogą. Kamienie są mokre, śliskie, raz po raz przednia opona schodzi z obranego kursu. Manewrówka takim ciężarowcem staje się uciążliwa, coraz bardziej jesteś zmęczony. Tego dnia coś jazda ci nie idzie i motocykl ląduje na boku co kilkaset metrów. Ile razy jesteś w stanie go podnieść zanim się poddasz i podpalisz go z całym dobytkiem?
– Możesz się zdziwić, mój przyjacielu – zaoponował George. – Nie tak ważna jest waga, jak znajomość techniki samego podnoszenia. Jak robisz to głową a nie mięśniami, to wcale nie jest to takie męczące. A jak dołożymy do tego fakt, że BMW zadbało o odpowiednie ułożenie masy motocykla, to ta maszyna sama stoi w pionie. Prawie się nie wywraca.
– Oj George, chyba za dużo dziś już wypiłeś – zarechotał Łukasz. – Miałem raz do czynienia z tym wyważeniem. I raz mi wystarczy, dziękuję. Poza tym, ilość elektroniki w tym motocyklu mnie przeraża. Same guziki, wskaźniki i lampki choinkowe. ABS-y, ASC-sy, ESA-sy, RDC-sy, sraty-taty… Za dużo tego napakowali. Już nawet nie chcę myśleć ile czujników wcisnęli w silnik. Jeden nawali i szukaj wiatru w polu. Lampki się zapalą, na ekranie wyświetli ci się komunikat „BŁĄD CZUJNIKA – ZAPRASZAMY DO NAJBLIŻSZEGO SERWISU” i pojeżdżone.
– Może i powciskali, ale dzięki temu motocykl reaguje tak, jak powinien – żwawo stanął w obronie swoich racji George. – Jazda staje się bezpieczniejsza. Ponadto one nie nawalają tak często jak ludzie psioczą. To zwykła nagonka tych, co by chcieli takiego mieć, a nie mogą!!
– Hahaha, tak. Każdy go pragnie, taaaaaak! – zaśmiał się na cały głos Łukasz.

Monika siedząca na nieodległej sofie z zaciekawieniem uniosła głowę znad czytanej książki. Widząc jednak stan obydwóch awanturników z dezaprobatą stwierdziła, że lepiej będzie jak tak „ważne sprawy” pozostaną w ich strefie bytu. Nie ma się co wtrącać póki ręce trzymają przy sobie i wróciła do jak długo odkładanej lektury.

– A powiedz mi Lucas, jak to jest z tymi waszymi 690-tkami… – zaciekawiony George nachylił się do zapytanego i wyszeptał – Ludzie na forach rozpisują się o eksplozjach silników, wyrwanych tłokach, łamiących się wałach. Jak to ma się w rzeczywistości? – spytał i z nieukrywanym zadowoleniem rozciągnął się na skrzypiącym krześle.

Mocno podchmielony Łukasz sięgnął po kufel, by uchylić kolejny łyk piwa. Przez myśl przeleciała mu niedawna sytuacja z Gwatemali, kiedy to w jego motocyklu zatarła się rolka popychacza zaworów. Nic nie wybuchło, motocykl jeździ dalej. W sumie to przecież nic takiego się nie stało.
– Jak pakujesz trotyl to wybuchnie, jak przypiłujesz to się złamie, jak wyrywasz… to w końcu wyrwiesz – odparł. – Po prostu, jak nie dbasz to popsujesz. A nasze Kotki potrzebują trochę więcej miłości i tyle. George, ludzie piszą pierdoły, bo klawiaturę mają i im pisać nie zabronisz. Ale pamiętaj, ci co tak piszą pewnie w życiu nawet silnika od środka nie widzieli. I ot co, cała historia. Usłyszeli raz czy dwa, że coś się komuś podziało. A jak przychodzi do serwisu własnych motocykli, to jojczą, że drogo, że olej trzeba wymieniać, że przecież miało jeździć samo. A tutaj jak nie pokochasz swojego motocykla, i to nie ważne jak piękny emblemat lśni na jego plastikach, nie okażesz mu odrobiny miłości i uznania, nie potraktujesz go z należytym szacunkiem, a choćby jak ukochaną kobietę – Łukasz wskazał ręką na siedzącą nieopodal Monikę – to nie dziw się, że twój motocykl kiedyś ciebie odstawi na bok…

George zadumał się przez chwilę, słysząc słowa kompana rozmowy.
– W sumie jak nie pokochasz, to nie pojedziesz – wyszeptał – Nieważne co jest pod siedzeniem…
Spojrzał na odbijające się w pustej szklance światło migocącej żarówki, chwiejnie zerwał się z krzesła i zapytał – To jak Lucas, jeszcze po jednym piwku?
– Jasne George. Dobrze się rozmawia…

X – WIGILIA
24.12.2020 PORTORYKO, WYSPY KARAIBSKIE

– Halo, halo? No kurczę Monia, nic nie słyszę. Chyba trochę słabe Wi-Fi tutaj mają. Ooooo, czekaj, jest! Mamuś??
– No cześć synek. Dobrze cię słyszeć! Janusz, chodź. Łukasz dzwoni!
– No cześć! W końcu udało się z wami skontaktować. Czekaj, włączę głośnomówiący, Monika jest obok. – prześlizgując palcem po ekranie telefonu Łukasz przełączył opcje – Teraz powinniście nas słyszeć!
– Hej mamo, cześć tatko – z entuzjazmem przywitała ich Monika – wszystkiego dobrego z okazji świąt!! Zdrowia, zdrowia, zdrowia. Jak najmniej zmartwień i pysznego karpia!
– Dzięki Moniaczku – odrzekł tata – Wam również wszystkiego dobrego. Żeby szprychy w kołach się nie poskręcały i paliwa nie brakowało!
– Haha, to na pewno się przyda! Dzięki tatku! Jak się macie? Wszyscy będą u was w kupie na Wigilii?
– Jak to wszyscy? Was brakuje. Miejsce jest przygotowane jakbyście się jednak zdecydowali! A tak to wiesz, cały czas to samo. Nic nadzwyczajnego się nie dzieje, przynajmniej porównując z tym co wy tam macie.
– To może i dobrze. Macie stabilniej. A w końcu zdecydowaliście się, na którym kontynencie chcecie nas odwiedzić? – zadrwił Łukasz.
– Oj, przestań znów z tym przylotem Łukasz – naburmuszyła się mama – Ty ciągle to samo. Wiesz, jak nie lubię latać samolotem. Poza tym tyle godzin nie wysiedzę – wydąsała niezadowolona, że temat jeszcze nie umarł śmiercią naturalną.
– Ja za to jestem chętny – wtrącił się tata. – Dawaj znać na której wyspie chcecie być na Sylwestra i przylatuję. Patrzę na zdjęcia jakie ostatnio podesłaliście i tęsknię za słońcem i ciepłem.
– Pewnie! Planujemy zostać na Portoryko. Przepiękna wyspa. No i dobrze jest tak się położyć, nic nie robić i tylko chłonąć słońce. I jakie drinki tu mają, tato…
– Ooooooo, to zaraz szukam lotu do was! A mamę zostaw mnie, już ja ją przekonam. Jeszcze przyleci!
– Taaaa, już lecę! – dorzuciła swoje wciąż niezadowolona mama.
– Dobra, dobra. Tylko się tam dziś nie pokłóćcie – uspokoiła Monika.
– Dobrze was słyszeć! Tato daj znać jak znajdziesz jakiś ciekawy transport, to dogramy szczegóły. I wybaczcie, że tak krótko, ale musimy kończyć, bo zamykają knajpkę w której podpięliśmy się do Internetu.
– Nie no, spoko. Rozumiemy. Fajnie, że udało się w ogóle skontaktować! Dam znać jak coś już ogarnę!
– Dzięki. Jeszcze raz wszystkiego dobrego i do usłyszenia!! Papa – Łukasz odłożył telefon i spojrzał na Monikę. – To jak, jedziemy szukać miejsca na rozbicie obozowiska i odpalamy naszą Wigilię?
– Ok, tylko podziękuję Carlos-owi – potwierdziła Monika i skierowała się do osoby stojącej za barem.
– Muchas gracias, Carlos – podziękowała właścicielowi restauracji, który zgodził się na podłączenie do sieci internetowej. – Este llamado fue muy importante para nosotros – dodała.
– De nada chicos. ¿Quizás queréis pasar la Nochebuena con mí familia? En la cena tenemos cerdo asado y ensalada de frutas.
– ¡Si, claro! Voy a preguntar a mi marido si quiere ir también.
– Co powiedział? – przerwał zdezorientowany Łukasz.
– Mamy propozycję Wigilijnej kolacji z rodziną Carlosa. Co Ty na to?
– Spoko, poćwiczę trochę mój migowy, hehehe. Bo po tym ostatnim zajściu to nie chcę już więcej wymachiwać rękami, póki nie wiem, że osoba z którą próbuję się porozumieć ma pokojowe zamiary. Szczególnie jeśli nie mając o tym pojęcia, nawtykam mu.
– Hahaha, faktycznie było nieciekawie. Dobrze, że udało się wtedy to odkręcić. Luzik. Wspominał wcześniej, że będzie jego syn z rodziną, a oni już mówią po angielsku. Będziesz miał się do kogo odezwać – roześmiała się Monika.
– Jak tak to spoko, wkraczamy na bezpieczny grunt. Powiedz, że będzie nam niezmiernie miło dołączyć do jego rodziny…

*****

Wigilia u nowo poznanych przyjaciół była przepyszna. Mięso wieprzowe z grilla przyprawione według rodzinnej receptury, smażone platany i świeżo zrobiony krem kokosowy smakowały lepiej niż jakiekolwiek dania, które mieli do tej pory szansę zjeść w podróży. Zaś rum kokosowy zdecydowanie pomógł przełamać barierę między nie mówiącymi w tym samym języku współbiesiadnikami.

*****

Ostatniego dnia roku z międzynarodowego lotniska Luis Muñoz Marín „wczasowicze” odebrali OBOJE rodziców Łukasza i niespodziankę. Mama Moniki i jej partner, po krótkim telefonie od taty Łukasza postanowili dołączyć do odwiedzin na odległej wyspie.

Próbując nadrobić miesiące odosobnienia Monika ze swoją częścią rodziny ruszyli w głąb lądu chłonąc atmosferę wiecznie kolorowej wyspy i opowiadając o napotkanych w Ameryce Północnej przygodach.

Tata Łukasza urzeczony piaszczystymi plażami i wiecznie ciepłą wodą skusił się na snorkeling. Wymachiwał płetwami i zachwycony rafą koralową, kolorowymi roślinami, różnokształtnymi rybkami nawet nie czuł jak mijają godziny. Skuszona jego opowieściami o podwodnych skarbach większa część ekipy z entuzjazmem dołączyła do niego na kolejne podwodne zwiedzanie.

I nawet, do tej pory źle odczuwająca zmianę klimatu i strefę czasową mama Łukasza, raz po raz radośnie ciągnęła młodych na długie spacery, by w chłodzących falach oceanu i bliskości rodziny nabrać sił, na kolejne miesiące rozłąki…

 

 

MONIKA ŚMIŁEK – Miejsce III

 

“Pomysł wyjazdu dookoła świata zaczął kiełkować 2 lata temu. Jedno z nas rzuciło nieśmiało w eter: „A może by tak pojechać motocyklami dookoła świata?” Drugie zaśmiało się nerwowo traktując to jako żart, choć nie będąc tego do końca pewnym. Po jakimś czasie zreflektowaliśmy się, że to wcale nie musi być żart! Chcemy jechać? No to jedźmy! Przeszliśmy od pomysłu do planowania i realizacji. Podpytywaliśmy bardziej doświadczonych, odłożyliśmy fundusze, zaplanowaliśmy trasę, skompletowaliśmy sprzęt, ogarnęliśmy papierologię.Nasza wyprawa zatytułowana „Long Way Home” (Długa Droga Do Domu) odzwierciedlała ideę zamknięcia rozdziału życia w Anglii i długiej drogi do domu w Krakowie przez cały świat. Początkowo myśleliśmy o rocznej podróży. Potem się zorientowaliśmy, że przecież prawie nic nie zobaczymy w tak krótkim czasie, więc wydłużyliśmy plan do dwóch lat… Ale znowu do nas dotarło, że nie chcemy się spieszyć, że w zasadzie nie kręci nas jazda byle szybciej, byle dalej, lecz droga jest celem samym w sobie. Nie chcemy ograniczać się w żadnych ramach czasowych ani przestrzennych. Z tym odkryciem zmienia się koncepcja naszej podróży na styl życia w drodze. Nie szacujemy już na jak długo i którędy, ale damy się ponieść…Wiosna budzi się do życia, kwitną pierwsze pąki na drzewach, daje się słyszeć świergot ptaków, a dzień jest już dłuższy od nocy.. Nowy rozdział życia zbliża się wielkimi krokami. Przekazałam swoją firmę w dobre ręce, Łukasz złożył wypowiedzenie w pracy, skończyła się umowa najmu domu, wysłaliśmy cały swój dorobek życiowy do Polski i przeprowadzamy się na ostatnie 2 tygodnie do znajomych. Firma Motobirds opiekuje się naszymi motocyklami, starannie je spakowała w solidne skrzynie, wywiozła do urzędu celnego, a teraz czeka na zielone światło i załadunek do kontenerów. Wkrótce ruszamy!

W końcu nadchodzi ten dzień! W kwietniu 2020 wysiadamy z samolotu na płytę lotniska Kenedy’ego w Nowym Jorku. Niedaleko czekają na nas wysłane przez MotoBirds motocykle. Przez kilka dni chłoniemy atmosferę metropolii z wystrzelonymi w niebo drapaczami chmur, w międzyczasie odreagowując jetlag, który daje nam w znaki. Najchętniej to byśmy tylko spali, mimo wspaniałego miejsca. Kilka dni później odbieramy ukochane KTMki, przepakowujemy się, robimy ostatnie poprawki, dokręcamy wszystkie śrubki i ruszamy na zachód!

Na początku trzaskamy mnóstwo kilometrów nakręceni wolnością, swobodą i wiatrem we włosach. Nieustannie podniesiony poziom adrenaliny nie daje nam odczuć zmęczenia i wszystkiego doświadczamy jak na haju. Co z tego, że na razie jazda jest tylko po płaskiej jak stół, długiej prostej asfaltowej drodze w ciągłym otoczeniu identycznych pól kukurydzy. Mamy czas, żeby oswoić się z motocyklami po zimowej przerwie.

Jednak po pewnym czasie pierwsza euforia opada i zwalniamy. Przecież mieliśmy nie pędzić na łeb na szyję. Poza tym mówią, że podwyższony poziom kortyzolu we krwi nie służy na dłuższą metę. Czas ochłonąć. Zaczynamy oswajać się z myślą, że teraz tak będzie przez bardzo długi, nieokreślony czas. Przyzwyczajamy się do nowej rutyny: pobudka, toaleta poranna w otoczeniu natury, śniadanie z polowej kuchenki gazowej, zwijanie manatków, suszenie i pakowanie namiotu, dopinanie bagaży, sprawdzanie stanu motocykli, jazda, przerwa na lunch, jazda, szukanie miejsca noclegowego, zwiedzanie okolicy, rozbijanie namiotu, przygotowanie spania, kolacja, kąpiel w lodowatej wodzie, relaks przy zachodzącym słońcu lub ucieczka do namiotu przed ulewą/komarami/niedźwiedziami/zimnem/wrogimi tubylcami* (odpowiednie skreślić), skrobnięcie kilku słów na bloga/wybranie zdjęć z dzisiejszego dnia i sen. I tak codziennie. Niby to samo, ale jednak nie! O, nie nie! Bynajmniej nie jest nudno! Codziennie świat oferuje nam inne widoki, spotykamy innych ludzi, poznajemy inne miejsca, zdarzają się inne sytuacje…

Trasa w poprzek USA trochę się nam dłuży. Nuuuudaaaaa…. Dopiero w Południowej Dakocie coś się zaczyna dziać. Pojawiają się zakręty, wzniesienia, zmieniają się widoki, a wraz z nimi na nowo ekscytaja i podjaranie. W Parku Narodowym Badlans, szczęki nam opadają. Dalej już jest tylko lepiej i nie możemy ich zebrać z ziemi! Wspaniałe kolory gorących źródeł w Parku Yellowstone, intensywnie turkusowe jeziora w górzystej Kolumbii Brytyjskiej, dzika przyroda z potężnymi lodowcami i kaskadami wodospadów na kanadyjskiej trasie Icefields Parkway i tak można wymieniać bez końca.

O, już lipiec! Jesteśmy umówieni z Anką z „Feel The World” na dalekiej północy Kanady, żeby wspólnie przemierzyć dość wymagający odcinek. Już zdecydowanie nie asfaltowy. Pędzimy na nasze pierwsze w życiu spotkanie i witamy się jakbyśmy się znali od lat! Ufając sobie nawzajem, ruszamy na podbój. Wow! Zdobywamy 9 punktów do doświadczenia! Bez kilku gleb się nie obywa, na szczęście nieszkodliwych. Uff, dobrze, że Ania jedzie z nami. Oprócz tego, że co jakiś czas zbiera nas z ziemi, to udziela wielu cennych wskazówek na przyszłość. A my o dziwo, jeszcze nie mamy dość! Banan jakby przyklejony na naszych twarzach, mimo porażek, nie znika!

Sierpień na Alasce w tym roku jest dość ciepły, choć nie przebił zeszłorocznego rekordu temperatury w Anchorage, 32,2°C. Sporo pada, jest wilgotno… O matko, i te wszędobylskie komary! Wcale nas nie pokrzepiają słowa innych napotkanych podróżników, że te przynajmniej malarii nie roznoszą. O malarię będziemy się martiwić później. Mimo to, niezaprzeczalnie warto tu jeździć po bezdrożach pomiędzy majestatycznymi górami, których wierzchołki wiecznie pokrywa śnieg. Uwielbiam ten nieograniczony kontakt z przyrodą, gdzie przez parę dni można nie spotkać nikogo. Oprócz respektu do nieokiełzanej i nieprzewidywalnej natury, przepełnia mnie czyste, niezmącone poczucie szczęścia. Nie da się tego opisać. Tak jakby naprawdę już niczego nie brakowało do całkowitego spełnienia. Tutaj, na Alasce, nie mamy za dużo kontaktu z rdzennymi mieszkańcami. Wydają się być dość surowi, jakby zaimpregnowani srogimi zimami i krótkimi latami.

W Górach Skalistych zwierząt mijamy całą masę! Począwszy od wiewiórek, bobrów poprzez kozły śnieżne, owce kanadyjskie, elki, łosie kończywszy na wilkach, rysiach i niedźwiedziach. Większość z nich wydaje się być oswojona i milusia, zwłaszcza te ostatnie. Ale to tylko pozory!! Póki jedziemy motocyklami, starają się nie podchodzić do nas ze względu na wydobywany przez KTMki hałas. W czasie górskich trekkingów zawsze taszczymy powiązane ze sobą puste puszki aluminiowe, żeby narobić rumoru i zniechęcić je do bliższych kontaktów. Natomiast nocowanie pod namiotem jest już delikatnie pisząc bardziej, bardziej, bardziej stresujące, kiedy zewsząd docierają przeróżne dźwięki zwierząt.Raz jest naprawdę gorąco! Jak zwykle śpię kamiennym snem niczego nieświadoma. Tu akurat mój niedosłuch mi służy, bo zwykle się wysypiam. Ale na dotyk już jestem wyczulona. Jest grubo po północy kiedy Łukasz lekko, ale stanowczo mnie szturcha. Nawet w tej ciemności mogę dostrzeć jego szeroko otwarte oczy, lekko rozdziawioną buzię i gotowość do działania. Czyżby jakieś większe zwierzę czaiło się na nas? Łukasz ostrożnie otwiera poły namiotu, przyświeca latarką w stronę nieprzyjemnych dźwięków i w na skraju lasu dostrzega niedźwiedzia leniwie zmierzającego w naszym kierunku. Niestety jest zbyt ciemno by rozpoznać jego gatunek a według szkolenia, od tego ma zależeć nasza reakcja! Mam wrażenie, że słyszę bicie własnego serca. Ok, głęboki wdech, nie panikujmy… Tylko jak tu nie panikować!?Wrzeszczeć, czy udawać martwego?? Ok, opcja pierwsza! Tłuczemy się w puszki z całych sił mając nadzieję, że to spłoszy potencjalnego wroga. Ale ten nadal powolnym krokiem zbliża się do nas. Dopiero włączenie silników motocykli i mocne przygazowanie go odstrasza! Co za emocje! Tętno 200! Oczywiście do końca nocy żadne z nas nie zmruża oka i zastanawiamy się co miś miał na myśli. Od tej pory, co noc rozpalamy ognisko i wartujemy zmieniając się co 3 godziny. Ale ileż można tak pociągnąć? Przecież w ten sposób organizm nigdy nie odpocznie! Mam nadzieję, że jak już wyjedziemy z „misiowej strefy”, to się wyśpimy za wszystkie czasy.

Jesień mija błyskawicznie, a my suniemy przez Stany na południe. Bywamy w miejscach, o których nam się nie śniło. Gigantyczne Sekwoje w Kalifornii, barwny Gejzer Fly w Nevadzie, Wielki Kanion Kolorado w Arizonie. Na słynną Falę (The Wave) niestety nie udaje nam się zdobyć pozwolenia mimo kilku prób. Coś nie mogę się z tym pogodzić i odczuwam nutkę rozczarowania. Ależ przecież mamy jeszcze podobny Kanion Antylopy, który zachwyca nie mniej niż wszystko inne!

Do Meksyku docieramy akurat na Święto Zmarłych i urzeczeni przyglądamy się tutejszej tradycji. Tańcom i śpiewom nie ma końca. Mieszkańcy spotykają się na cmentarzach i biesiadują przy grobach najbliższych. Odbywają się parady ludzi w kolorowych, czasem upiornych kostiumach, przebranych za kościotrupy czy La Catrinę. Nie powiem, nagrobki przyozdabiane są z rozmachem! Wszędzie da się czuć zapach palonych świec i zniczy. Oprócz zabawy, Święto Zmarłych jest czasem refleksji dla najbardziej religijnego narodu na świecie. Meksykanie wierzą, że zmarli odwiedzają ich w ten szczególny dzień. Udziela mi się nastrój i dołączam do pozostałych. Biodra kołyszą się mimowolnie, wpadam w rytm, świat wiruje wokoło a ja jestem w transie. Wspominam bliskich, którzy już odeszli i wraz z Meksykanami modlę się o ich spokój i zbawienie.

Półwysep Kalifornijski zatrzymuje nas na trochę dłużej z powodu awarii motocykla. Moja KATka, jak sobie hasała beztrosko, tak nagle gaśnie i nie wiedzieć czemu odmawia dalszego posłuszeństwa. Już tak przywykliśmy do napraw i regulacji, że nawet się nie frustrujemy, nie wściekamy, tylko uznajemy taką kolej rzeczy i jak gdyby nic przystępujemy do działania. Łukasz sporo wie, bo dotychczas ogarniał wszystkie naprawy, ale tym razem to wygląda na coś poważniejszego. Nie możemy znaleźć przyczyny i niezbyt mamy pomysł co to może być. Na domiar złego zapada zmierzch i chyba będziemy musieli tu nocować, a dopiero nazajutrz poszukać pomocy. Jak postanawiamy, tak robimy… Już o świcie budzi nas warkot silnika i ciekawi wystawiamy głowy z namiotu. Na Tenerce 250 podjeżdża lokals i widząc rozbebeszony motocykl podpytuje nas o przyczynę. Na szczęście liznęłam trochę hiszpańskiego w szkole i łamiąc sobie język, wyjaśniam o co chodzi. Okazuje się, że Juan, jako zapalony motocyklista ma swój warsztat w pobliskiej wiosce! Co prawda nie jeździ offroadowo, ale jest rozeznany w temacie wszystkich rodzajów motocykli. Bezinteresownie oferuje nam pomoc i wspólnie z Łukaszem znajdują przyczynę awarii. Naprawiają KTMa, a ja nie wiem jak im się odwdzięczyć. Tak się polubiliśmy w tym krótkim czasie, że Juan spontanicznie rzuca wszystko i jeździ z nami przez kilkanaście dni po kraju.

Pod koniec listopada docieramy na Kubę i przypadkowo spotykamy ekipę z Motobirds! Są właśnie na wyprawie po wyspie. Każdy podekscytowany i szczęśliwy. Tak się składa, że jeden nocleg spędzamy w tym samym miejscu, więc chętnie przyłączamy się do biesiady. Śmiechu i opowiadań nie ma końca! Prawdopodobnie spotkamy się jeszcze nie raz w Ameryce Południowej, bo nasze trasy biegną podobnie.

Na Boże Narodzenie i Nowy Rok przystajemy na cały tydzień, żeby odpocząć od drogi i nabrać sił na dalsze wojaże. Nazywają to wakacjami od wakacji, ale jakże one się różnią! Wbrew pozorom takie ciągłe życie w podróży daje w kość i można zatęsknić za nicnierobieniem. W Polsce zima pełną gębą, my zaś wygrzewamy się na jednej z dziewiczych Wysp Karaibskich. Jest ciepła, przyjemna noc. Bujamy się na obszernym hamaku rozwieszonym pomiędzy palmami na plaży, wpatrujemy się z zachwytem w rozgwieżdżone niebo. Zrelaksowani i zadowoleni popijamy owocowego drinka z palemką wbitą w gałkę lodów. Podsumowujemy rok 2020 i snujemy dalsze plany. Jeszcze tyle kontynentów przed nami… Ameryka Północna już przejechana, rok 2021 spędzimy w Ameryce Południowej. Dalej będzie Nowa Zelandia, Australia, Azja, Europa… Ukojeni naszymi rozmyślaniami i szumem morza zapadamy w łagodny sen…

Budzę się leniwie z uśmiechem na twarzy. Coś mi jednak nie pasuje. Otwieram pomału oczy… Coooo?!?! Zamiast nieba, nad głową wisi sufit. Zamiast drzew palmowych, kwiaty rosną w doniczkach na parapecie. A po “smacznym drinku” stoi szklanka z resztą niedopitej wczoraj wody.Konsternacja szybko przechodzi w naburmszenie. Aha, no tak… Jest marzec 2020. Właśnie ogłoszono pandemię. Nie wolno przemieszczać się nawet w obrębie swojego miasta, nie mówiąc o zagranicznych wyjazdach. Kraje, jeden po drugim zamykają się na siebie.

Rozpacz nie może trwać długo, trzeba się ogarnąć! Szybko podejmujemy decyzję o wstrzymaniu wysyłki motocykli. Co za fuks – udało się w ostatniej chwili! Ja odzyskuję firmę, szef Łukasza jest szczęśliwy, że ten wycofał wypowiedzenie. Znajomi zgadzają się podnająć nam pokój na dłużej. Uff, sytuacja opanowana. Plan przesuwamy na później. Na kiedy? Oby nie później niż 2021, bo wtedy to nie będzie rozpacz, tylko CZARNA ROZPACZ. Póki co, wszystko musi wrócić do względnej, wcześniej ustalonej normy…”

 

 

WYRÓŻNIENIA

 

 

1. MARZENA ZELAK

 

“3 pasje w 1”
Podróże & Fotografia & Motocykle
Chciałabym opowiedzieć o naszej planowanej wyprawie
Cała byłaby poświęcona zwiedzaniu i wyjątkowej zabawie
Słoneczne, gorące lato – ja, on i dwa mechaniczne rumaki
Chcieliśmy w wyprawie życia poczuć się jak wolne ptaki
Tygodnie przygotowań do wycieczki po środkowej Europie
Piękne krajobrazy, wspaniałe zdjęcia, emocje i bycie na topie
Nasz trip po asfaltowych drogach miał się odbywać
Ukrop i skwar jak na pustyni miał nam dopisywać
Gdyby nam to wszystko się udało to bylibyśmy szczęśliwi
Na takie rzeczy zdolni są tylko pasjonaci prawdziwi
Pewnie większych szans z konkurencją nie mamy
Ale mimo wszystko dobrej myśli być się staramy
Więc my się już szykujemy, Wy nagrody fundujecie
I to może nam prezenty kurierem wyślecie?
Z Waszymi prezentami super byśmy się prezentowali
I do kolejnej wyprawy po pandemii w 100 % przygotowali
Chętnie udział w konkursie u Was bierzemy
I lato , słońce i wakacje ochoczo przywołujemy

 

 

 

2. KRZYSZTOF GRUPKA